Bałtycka klapa
publikacja: 20.07.2009

Moja wyprawa nad morze, która pod względem kulinarnym zapowiadała się obiecująco, skończyła sie wielkim rozczarowaniem. Zamówiłem dorsza sześć razy. Dostałem dorsza – tylko raz. Poza tym serwowano mi pangę, lub czarniaka… W kolejce po rybę dwa razy przy smażalni stałem 50 minut. Raz dostałem zamówioną porcję, raz zniechęcony i zdegustowany sam zrezygnowałem. Przez kilka dni pobytu spotkałem tylko jeden gatunek podawanej w knajpach, barach i restauracjach świeżej ryby – była to flądra. Słyszałem natomiast plotki, że tzw „wędzone ryby prosto z kutra” w rzeczywistości przeładunek miały w lokalnym Makro – „rybacy” wprost z kartonów przeładowują je swoje łodzie i wkładają do smażalni, co jest rozwiązaniem tańszym, szybszym i wygodniejszym niż połów i wędzarnia. (więcej…)
