Zawsze miałem świadomość, że zawód kucharza jest nierozerwalnie związany z podróżowaniem. Bo przecież tylko na własnych doświadczeniach możemy zbudować prawdziwe pojęcie o różnych smakach, historii potraw i kulturze kulinarnej różnych stron świata. Ja miałem szczęście pracować w Państwie Środka, a nawet więcej, w samym Szanghaju: mieście – tyglu kultur i narodowości, nie tylko chińskich.
Wróciłem właśnie z krótkiego wyjazdu na Mazury, gdzie po raz kolejny pełniłem rolę jurora w konkursie kulinarnym L’art de la Cuisine Martell. W tym roku była to już dziewiąta edycja konkursu młodych (do 30 roku życia) talentów kulinarnych, organizowana pod patronem koniaku Martell. Do jury tego konkursu jestem zapraszany od swego powrotu z Chin – w tym roku po raz czwarty; trzy razy przygotowywałem też młodych kucharzy do stary: raz zdobyliśmy trzecie i dwa razy drugie miejsce. (więcej…)
Czym zajmuje się kucharz po godzinach swojej pracy? Dobrze zgadujecie – gotowaniem. Ponieważ Kuchnia TV ogłosiła to już oficjalnie, więc i ja nie będę dłużej robił tajemnicy.
Od 5 kwietnia na antenie tej stacji rusza program „ADAM PO PRACY“, którego będę gospodarzem i głównym prowadzącym. Co ugotuję? Oczywiście dania z mojej ukochanej kuchni polskiej, zrobione „po mojemu”. Zapraszam do oglądania – w każdą niedzielę o godz. 14. 35!
Mój przyjaciel Robert twierdzi (a jako smakosz i człowiek w świecie bywały, ma prawo w pewnych kwestiach autorytatywnie się wypowiadać), że „Anglia została kulinarnie przeorana”. Nie znaczy to bynajmniej, że przeorały ją czołgi barbarzyńców, lecz że jałową i skażoną nijakością glebę angielskiej gastronomii ktoś w końcu zaczął pozytywnie nawozić i z dużym powodzeniem uprawiać. Doszło do tego, że Anglicy otworzyli w końcu oczy na inne papu niż barani łeb w miętowym sosie, steak and kidney pie i fish & chips podane w gazecie. Wielka w tym rolę odegrała telewizja, która kreując kulinarne gwiazdy jak Jacques Pepin (francuska klasyka), Nigella Lawson (niedościgła pani domu), Rick Stein (owoce morza, o nim później), Jamie Oliver (coś dla luzaków), Gordon Ramsay (kulinarny tyran), oraz wielu innych, spowodowała, że FOOD IS TRENDY. (więcej…)
Pierogi to klasyka pod prawie każdą szerokością geograficzną. Cieszą niemal zawsze i niemal każdego, co pokazały także ostatnie warsztaty kulinarne w Ancorze.
Na prośbę uczestników postanowiłem więc wspólne zajęcia z lepienia, zagniatania, faszerowania i smażenia pierożków powtórzyć.
W programie: pielmieni, ravioli, dim sum, sajgonki, empanada, samosy i pierogi ruskie.
Zapraszam już w poniedziałek 16 marca – do zobaczenia w Ancorze!
“- W PRL normą było jedzenie w stołówce. Restauracja była dla uprzywilejowanych.
- A szczytem szczęścia było osławione “szato”, czyli polędwica a la Chateaubriand i połówka kaczki wyluzowana z jabłkami, no i to kuriozum – śledź po japońsku. W kilku tak zwanych ekskluzywnych restauracjach w Warszawie dostaniemy to po dziś dzień…”
Wczoraj w Gazecie Wyborczej ukazała się moja rozmowa z Wojciechem Nowickim. Choć głównym tematem były dania postne – lżejsze, dietetyczne – ostatecznie zeszliśmy na kuchnię polską: tę dawną, dworską sprzed dziesiątków lat, i tę współczesną. Zapraszam do lektury – i podzielenia się własnymi spostrzeżeniami.
Na zdjęciu (www.carolinazanelli.it): chleb i ryba, tradycyjne potrawy postne znane przed wiekami
Portale, gromadzące informacje o restauracjach, oraz zamieszczające recenzje restauracji, pisane przez internautów, cieszą się coraz większym powodzeniem. W tym momencie każdy, kto ma dostęp do internetu, może więc stać sie krytykiem kulinarnym. Administratorzy tych portali odsiewają oczywiście jakąś część postów i recenzji – szczególnie te, w których zawiść konkurencji jest ewidentna lub głupota piszącego oczywista. Nie zawsze jednak się to udaje – zawsze jakimś sposobem udaje sie zamieścić część komunikatów reklamowych, przesyłanych przez sprytnych menadżerów restauracji, a część złośliwych uszczypnięć konkurencji przechodzi przez echa.(więcej…)
Jedna z czytelniczek mojego bloga napisała kiedyś fajną rzecz - w Polsce, kiedy są mistrzostwa świata, mamy kilka milionów Beenhakkerów i każdy z nich doskonale – a nawet lepiej od samego Beenhakkera – wie, jak poprowadzić należałoby naszą drużynę. Podobną rzecz obserwuję przy okazji recenzji kulinarnych. (więcej…)
Nowy program angielskiej telewizji Channel 4 – jak zawsze perfekecyjnie przygotowany, zaskakująco wymyślony, fantastycznie nakręcony. I do tego jeszcze misja – by wszystkim jadło się lepiej.
A w Polsce? Nie mogę mówić zbyt wiele, ale może i wśród rodzimych produkcji pojawi się wkrótce coś interesującego?
Kiedy mróz aż szczypie w uszy, dobrze zjeść coś rozgrzewającego. Ja myślę wtedy zwykle o pierogach: polskich czyli ruskich, typowo rosyjskich pielmieni, włoskim ravioli, chińskich pierożkach dim sum, wietnamskich sajgonkach, południowo-amerykańskich empanadas i indyjskich samosach. Prawdziwe domowe jedzenie – syci, cieszy i zapewnia przyjemne uczucie przezwyciężenia zimowej aury. (więcej…)