Blog Ancora – Restaurant

Blog Ancora Restaurant Szef kuchni bloguje. Adam Chrząstowski pisze o gotowaniu: swojej pracy i pasji

Bliskie spotkanie z porem

publikacja: 02.09.2008

http://www.goodness.co.uk/images/leek.jpg

Właściwego stosunku do dostawców nauczył mnie Kurt Scheller. Najkrócej mówiąc – uważam, że czasami nie zaszkodzi obić któregoś z nich pietruszką*. Wiem, to brzmi brutalnie – ale wyobraźcie sobie, że facet, u którego zamówiliście towar, dokładnie przed waszym nosem wnosi na zaplecze skrzynkę zgniłego pora. Spojrzenie Kurta na taką sytuację było jasne: możesz pozwolić sobie władować na samochód zgniłe warzywa, jednak nie licz na to, że szef kuchni zgodzi się je odebrać i spróbuje ugotować z nich coś smacznego!

Dostać zgniłym porem to nie jest przeżycie z gatunku miłych; pamięta się je z reguły dość długo. I tak właśnie reagują dostawcy – ci, którym trafiło się tego rodzaju spotkanie, zazwyczaj pamiętają, że do mojej kuchni zgniłe warzywa nie mają dostępu.

* Zupełnie na marginesie mówiąc, wypowiedź ta – której udzieliłem niegdyś Monice Kuci, piszącej dla Kurta Sshellera książkę „Kuchnia polska jakiej nie znacie” – została we Wprost przypisana samemu Kurtowi.

Fala w kuchni

publikacja: 02.09.2008

Fala kojarzy mi się z wojskiem: szorowaniem podłogi szczoteczką do zębów, wykonywaniem absurdalnych poleceń przełożonych. Autorka artykułu we Wprost pisze o „fali” w kuchennych restauracjach. Takie określenie jest według mnie grubą przesadą, jednak pisałem już o ludziach, którzy pracując w kuchni, pozostają do zawodu kompletnie nieprzygotowani. Czasami trudno potraktować ich poważnie. Ja sam do kucharza, który już kilka dni po przyjęciu do pracy okazał się kompletną pomyłką, powiedziałem kiedyś: Człowieku, nie dowieźli nam mąki 650, mamy tylko 500 – przesiekaj ją, bo potrzebujemy drobniejszej. I co? Nasz „kucharz” stał i siekał, a słoik z efektem tych działań, z podpisem „Uwaga, mąka ręcznie siekana” jeszcze długo jako rarytas stał na półce.

Hierarchia w kuchni – zawodowa, psychologiczna, społeczna – istnieje, i tak jak wszędzie, i tu jest bardzo ważna. Każdy musi znać swoje miejsce, a im większa kuchnia – tym drabinka bardziej skomplikowana. W Bristolu, w którym kiedyś pracowałem, działali: executive chef, head chef, senior i junior sous chefs, first commis, second commis, chef commis, chefs de partie, demi-chefs de partie – i jeszcze kilku innych kucharzy i podkucharzy na niższych i wyższych stanowiskach. Jednak kuchnia to nie wojsko: tu nie bije się nikogo po to, by pokazać kto silniejszy. Liczy się nie siła fizyczna, ale wiedza, doświadczenie, predyspozycje do danego stanowiska. Osoba, która daje się złapać na polecenie typu „przynieś z magazynu kuwetę suchego powietrza” sama wystawia się na drwinę.

Oczywiście walka o miejsce w hierarchii – tak jak w każdym innym stadzie – w kuchni też dotyka wszystkich. Przeżyłem coś takiego osobiście: chłopak, który był moim zmiennikiem, stał w hierarchii organizacyjnej szczebelek wyżej niż ja. Na moment przejęcia przez niego zmiany kazał sobie codziennie przygotowywać ogromne ilości mise-en-place’u - dopiero po pół roku okazało się, że na koniec swojej dniówki wyrzucał wszystko, żebym rano znów musiał robić wszystko od początku. W ten sposób pracę zaczynałem dwie godziny wcześniej i kończyłem dwie godziny później, niż powinienem. Kiedy wreszcie zorientowałem się, co jest grane – postanowiłem iść pogadać z osobą, która w hierarchii kuchennej była wyżej niż nasza dwójka. Szef zachował się bardzo w porządku, najbardziej rozgniewało go marnowanie produktów i bezsensowne wyrzucanie jedzenia. Ja całą to zdarzenie potraktowałem jako dobrą szkołę i nigdy więcej nie dałem się wkręcić w taką sytuację.

Czy zatem szef w kuchni jest bogiem? Dobry szef przez cały dzień może nie dotknąć noża, ale cały czas nad wszystkim czuwa i o wszystkim wie. Szef kuchni powinien tworzyć dania, umieć przeforsować własną wizję i wziąć za to odpowiedzialność: nikt przecież ani z gratulacjami ani pretensjami nie przyjdzie do kuchcika. Powinien być kreatorem, autorytetem, jednocześnie pozostając elastyczny i otwarty na ludzi. Usłyszałem kiedyś zdanie: Kitchen is my baby, but I’m not a babysitter. Zgadzam się z tą tezą absolutnie.

Zapraszam na warsztaty kulinarne. Temat? Grzyby i dary lasu.

publikacja: 10.08.2008

Targi pełne grzybów a ty nie masz pomysłu co z nich przyrządzić? Zapraszam na warsztaty kulinarne – wspólnie odkryjemy wszystkie tajemnice kurek, borowików i maślaków. W poniedziałek, 8 września między godziną 10:30 i 15:30 zajmiemy sie najbardziej apetycznym przełomu lata i jesieni. (więcej…)