Blog Ancora – Restaurant

Blog Ancora Restaurant Szef kuchni bloguje. Adam Chrząstowski pisze o gotowaniu: swojej pracy i pasji

Majowe grillowanie

publikacja: 30.04.2009

pstrag

Pierwszy majowy weekend to idealna chwila na odpoczynek – i dobre jedzenie. Świeża ryba, warzywa, dobra pogoda, przyjaciele i grill: często niewiele więcej potrzeba, by poczuć się naprawdę dobrze. Na majówkę! (więcej…)

Kolacja idealna

publikacja: 28.04.2009

wine-pour

Piątkowa Kolacja Mistrzów – pełen sukces! Nareszcie miałem okazję naprawdę pobawić się smakami. Doceniłem też fakt, że dobrze jest grać w zespole – a tu grupa naprawdę świetnie sprawdziła się we współpracy.

(więcej…)

S jak szparagi

publikacja: 24.04.2009

dzikie-szparagi2Idzie sezon na szparagi – już wkrótce pojawią się wszędzie: na targach, straganach, bazarkach. Ich widok to dla mnie przypieczętowanie nadejścia wiosny. (więcej…)

Kwiaty dla Pań!

publikacja: 06.03.2009

kwaity

Święto kobiet? Dla mnie trwa ono cały rok. Jednak z okazji dnia 8 marca wszystkim swoim znanym i nieznanym (jeszcze) Klientkom życzę wszystkiego, co w życiu naj: najlepszego samopoczucia, najsmaczniejszych kolacji, najbardziej nie szkodzących na linię – i jak najczęściej próbowanych – deserów.

Z myślą o odwiedzających mnie Paniach, do karty Ancory wraz z nadejściem wiosny wprowadzam także nowe dania. W karmelizowanej kaczej wątróbce, podawanej na postumencie z chałki i figowej konfitury, słodkie gra w chowanego z wytrawnym. Wiosennego słońca nie brakuje faszerowanej przepiórce na gruszkowym sosie i galaretce z madery. Panom polecam inną nowość – schab z mlecznego prosięcia faszerowany kaszanką, podany z konfiturą z jabłek: konkret, ubrany jednak w lżejsze smaki. (więcej…)

Wiosenne springrollki

publikacja: 05.03.2009

sprinrolls

Pierogi to klasyka pod prawie każdą szerokością geograficzną. Cieszą niemal zawsze i niemal każdego, co pokazały także ostatnie warsztaty kulinarne w Ancorze.

Na prośbę uczestników postanowiłem więc wspólne zajęcia z lepienia, zagniatania, faszerowania i smażenia pierożków powtórzyć.

W programie: pielmieni, ravioli, dim sum, sajgonki, empanada, samosy i pierogi ruskie.

Zapraszam już w poniedziałek 16 marca – do zobaczenia w Ancorze!

Fot. Channel 4

Szczytem szczęścia było “szato”…

publikacja: 03.03.2009

“- W PRL normą było jedzenie w stołówce. Restauracja była dla uprzywilejowanych.

- A szczytem szczęścia było osławione “szato”, czyli polędwica a la Chateaubriand i połówka kaczki wyluzowana z jabłkami, no i to kuriozum – śledź po japońsku. W kilku tak zwanych ekskluzywnych restauracjach w Warszawie dostaniemy to po dziś dzień…”

Wczoraj w Gazecie Wyborczej ukazała się moja rozmowa z Wojciechem Nowickim. Choć głównym tematem były dania postne – lżejsze, dietetyczne – ostatecznie zeszliśmy na kuchnię polską: tę dawną, dworską sprzed dziesiątków lat, i tę współczesną. Zapraszam do lektury – i podzielenia się własnymi spostrzeżeniami.

Na zdjęciu (www.carolinazanelli.it): chleb i ryba, tradycyjne potrawy postne znane przed wiekami

Ostatkowy śledzik

publikacja: 24.02.2009

Niestety drodzy Czytelnicy – koniec karnawału! Po Tłustym Czwartku czas na coś, co wprowadzi nas w okres postu, nie obciążając zanadto żołądka. Pachnący korzeniami śledzik wydaje mi się doskonały. Polecam – idealny do zrobienia w domu.

(więcej…)

Telewizyjni Mistrzowie Kuchni

publikacja: 26.01.2009


Nowy program angielskiej telewizji Channel 4 – jak zawsze perfekecyjnie przygotowany, zaskakująco wymyślony, fantastycznie nakręcony. I do tego jeszcze misja – by wszystkim jadło się lepiej.

A w Polsce? Nie mogę mówić zbyt wiele, ale może i wśród rodzimych produkcji pojawi się wkrótce coś interesującego?

Ciepło, cieplej… Walentynki!

publikacja: 26.01.2009

Jedno z najmłodszych świąt, obchodzonych w Polsce, zbliża się wielkimi krokami. Przy okazji Dnia Zakochanych zadzwoniła do mnie dziennikarka miesięcznika IN STYLE, z pytaniem o romantyczną historię z mojego życia z gotowaniem w tle. Wszystkich zainteresowanych tą opowieścią odsyłam do lutowego numeru pisma, a dla Czytelników i Czytelniczek, zastanawiających się już dziś nad wyborem walentynkowych smaków, mam dwie propozycje. Przede wszystkim zapraszam do Ancory na SPECJALNE WALENTYNKOWE MENU: od piątku do niedzieli serwujemy wyjątkowe dania dla wszystkich zakochanych. (więcej…)

Cena Czyni Cuda

publikacja: 21.10.2008

Wyobrażenia ludzi odnośnie relacji ceny do jakości bywają bardzo różne. O co mi chodzi? Opowiem na przykładzie.
Ancorowe wieczory winiarzy cieszą się powodzeniem niemal od pierwszego spotkania. Organizujemy je głównie ze względów promocyjnych – dla dobrego imienia restauracji, nie bacząc na mizerne w gruncie rzeczy z tego zarobki.
Co składa się na cenę za taki wieczór? Duża część tej kwoty zależy od warunków, jakie wynegocjuję u dostawcy wina. Czasami jest to duży rabat na wszystko, kiedy indziej jedno wino dostajemy za darmo, a za inne musimy zapłacić pełną cenę, jeszcze w innych przypadkach wszystkie wina kupujemy całkowicie normalnie. Koszty jedzenia i napoi – zawsze pierwszej jakości – Ancora pokrywa sama. Tymczasem docierają do mnie głosy, ze nasze wieczory winne są zbyt drogie.
Faktycznie, proponowane przeze mnie menu nie jest nigdy tanie. Nie podam nigdy kapusty z grzybami ani golonki, bez względu na to, czy komponować mogły by się te dania z którymś z win i jak duży byłby na nie popyt. Chodzi mi jednak o połączenie bardzo dobrych win z bardzo dobrym jedzeniem – a dobre nigdy nie będzie znaczy tanie. Nie każdy to rozumie.

Policzmy więc. Cena za najtańszy wieczór winny wynosiła 180 zł, za najdroższy – 280 zł. W tym są już napoje i pięć do sześciu potraw, a także wino. Łatwo policzyć, że 5-6 kieliszków wina, a to minimum, jakie wypija u nas tego wieczoru jedna osoba – to tak naprawdę cała butelka. Tymczasem cena katalogowa niektórych z podawanych przez nas trunków jest często znacznie wyższa – zwykle próbujemy win za ok. 400-600 zł.

Jeśli wiec ktoś upiera się, że wieczory winne w Ancorze są zbyt drogie, mam wrażenie że najzwyczajniej w świecie nie ma świadomości tego, co tak naprawdę je podczas tego spotkania i pije. Gdyby zamiast Gevrey Chambertina, które zamierzamy podać już wkrótce, otrzymał kieliszek Sofii, a sommelier odpowiednio rozpoetyzował jego opis – z pewnością nie zauważyłby różnicy. A różnica, jak przekonuje nas nie tylko reklama, znaczy bardzo wiele.