<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Ancora - Restaurant &#187; O Ancorze napisali</title>
	<atom:link href="http://www.blog.ancora-restaurant.com/kategoria/napisali-o-nas/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com</link>
	<description>Szef kuchni bloguje. Adam Chrząstowski pisze o gotowaniu: swojej pracy i pasji</description>
	<lastBuildDate>Fri, 07 May 2010 14:00:54 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Michelin a sprawa polska</title>
		<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-a-sprawa-polska/</link>
		<comments>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-a-sprawa-polska/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Mar 2010 13:59:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kuchnia od kuchni]]></category>
		<category><![CDATA[O Ancorze napisali]]></category>
		<category><![CDATA[Michelin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.ancora-restaurant.com/?p=960</guid>
		<description><![CDATA[Werdykt inspektorów Michelina, dotyczący polskich restauracji krakowskich, nie zaskoczył mnie niemal wcale. Kiedy w październiku ubiegłego roku gościłem w Ancorze inspektorkę przewodnika, ona sama powiedziała wprost: Polska nie jest destynacją, która dla wydawców i czytelników czerwonej książeczki byłaby interesująca. Innymi słowy – trzeba się cieszyć, że Kraków został zaliczony do listy głównych miast Europy, bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p lang="pl-PL">Werdykt inspektorów Michelina, dotyczący polskich restauracji krakowskich, nie zaskoczył mnie niemal wcale. Kiedy w październiku ubiegłego roku gościłem w Ancorze inspektorkę przewodnika, ona sama powiedziała wprost: <strong>Polska nie jest destynacją, która dla wydawców i czytelników czerwonej książeczki byłaby interesująca</strong>. Innymi słowy – trzeba się cieszyć, że Kraków został zaliczony do listy głównych miast Europy, bo szefowie kuchni z Wrocławia, Poznania czy Trójmiasta już takiego zaszczytu nie dostąpią. Nie wspominając już o restauracjach, położonych gdzieś w głuszy, daleko od turystycznych szlaków – bez względu na to, na jakim byłyby poziomie, inspektorom Michelina skazanym na wizytację Polski jest tam nie po drodze.</p>
<p><span id="more-960"></span></p>
<p>Analizując przyznane wyróżnienia nie mogłem pozbyć się wrażenia, że krytycy przewodnika w ogóle nie odwiedzili Warszawy. Skład listy i jej kolejność jest identyczna jak w ubiegłym roku, zabrakło tylko nieistniejącej już Biblioteki (w ubiegłym roku nie udało się uniknąć wpadki i wśród krakowskich restauracji znalazło się niedziałające już wówczas od kilku miesięcy Tesoro del Mar). Tymczasem w Warszawie w ubiegłym roku powstało kilka interesujących miejsc – na czele z Amber Roomem – którego dobry inspektor kulinarny po prostu nie mógłby nie zauważyć.</p>
<p><strong>Wizyta w Ancorze i odebranie wszystkich rozetek Wierzynkowi niezbicie świadczą o tym, że do testowania restauracji przynajmniej w tych dwóch punktach doszło.</strong> Natomiast reszta rekomendacji wygląda – choć nie mam co do tego żadnej pewności, jedynie niejasne poczucie – jakby napisana została zza biurka&#8230;</p>
<p>Spróbowałem spojrzeć na oceny przewodnika w skali całego regionu Europy Środkowej. W Polsce gwiazdki nie dostał jeszcze żaden lokal. W czeskiej Pradze – restauracja Gordona Ramseya, zamknięta zresztą kilka miesięcy potem. Możemy więc w tej chwili poszczycić się tylko jednym miejscem, wyróżnionym (tegoroczną) gwiazdką: budapesztańską restauracją Costes. Odwiedziłem stronę tego lokalu, obejrzałem zdjęcia, ale nie wynika z nich wiele. Ciężko ocenić wielkość powierzchni serwisowej w stosunku do konsumpcyjnej czy ilość kucharzy – jednak na moje oko nie jest to duża restauracja. Mają podobny do Ancory set-up stołu, co wskazuje, że poziom serwisu jest zbliżony, lub wyższy od naszego. Z przerwy w środku dnia wnoszę, że nakrycia zmieniane są z lunchowych na kolacyjne. Nieco większy od naszego bar, sporo win, oryginalnie zaaranżowanych na półkach. Ładna zastawa, ładna prezentacja, kuchnia trochę zbaczająca w stronę molekularnej – jednak na zdjęciach nie powala.</p>
<p>Oczywiście cieszę się, że w naszej okolicy przyznano wreszcie gwiazdkę. Mimo wszystko niestety to wciąż tylko jedna gwiazdka – na wszystkie restauracje byłych krajów komunistycznych. Tymczasem położony niedaleko nas Berlin ma jedno- i dwugwiadkowych miejsc kilkanaście. To pokazuje, jaka jest nasza sytuacja i jak daleko w peletonie jesteśmy. Dlatego warto uświadomić sobie ogólne panujące dookoła warunki, i odpowiedzieć sobie na pytanie &#8211; <strong>czy w ogóle warto napinać się na gwiazdki Michelina?</strong></p>
<p>Na dzień dzisiejszy podporządkowanie wszystkiego zdobyciu gwiazdki jest w moim przekonaniu bardzo słabym biznesem. Nawet jeśli znajdziemy mecenasa, który wyłoży nieograniczoną ilość pieniędzy, by zdobyć wyróżnienie – finansowo nawet po jej otrzymaniu nie wróżę mu w Polsce sukcesu. Choć powszechnie uważa się, że prestiż posiadania gwiazdki podnosi obroty restauracji o 30-40%, myślę że są to szacunki dotyczące krajów Europy Zachodniej, gdzie pewna grupa klientów przyzwyczajona jest do regularnego płacenia dużych rachunków w określonym typie restauracji. W Polsce (i – jak podejrzewam – innych krajach post-komunistycznych) sama gwiazdka nie wyrówna kosztów włożonych w jej zdobycie. Również podejście przewodnika – o czym za chwilę  &#8211;  pokazuje, że raczej nie opłaca się odrywać restauracji od rzeczywistości która panuje w naszym kraju.</p>
<p lang="pl-PL">
<p>Jeżeli więc ktoś zapyta mnie, czy warto starać się o gwiazdkę za wszelką cenę, i jej zdobyciu podporządkowywać menu, produkty, serwis i wszelkie koszty z tym związane – odpowiem: <strong>w tym momencie w Polsce nie</strong>. Zapewnijmy porządny serwis, porządny poziom jedzenia. Ale na poziomie gości, do których jest adresowana restauracja.</p>
<p lang="pl-PL">
<p lang="pl-PL">Ponieważ sam tę politykę myślenia stosuję od początku pracy w Ancorzy, wyniki opublikowane w tegorocznym przewodniki ani mnie nie dziwią, ani nie frustrują. Boli mnie jednak coś innego – to, że nasz rynek się nie rozwija, a oceny polskich restauracji przez Michelina nie zmieniają niczego: nie zmuszają restauratorów do podnoszenia poziomu, serwisu, zainteresowanie polskim produktem premium. Po co się starać, jeśli prestiżowe wyróżnienia dostają restauracje, w których podawane są żeberka i kapusta, a żeby wyjść zza stołu trzeba przepchać się pomiędzy dwudziestu klientów, upchanych stolik na stoliku?</p>
<p lang="pl-PL">
<p lang="pl-PL">Zadaję sobie też pytanie o skalę ocen, używaną przez przewodnik. Czy jest ona rzeczywiście aż tak wielka, że to, co dla mnie jest ogromna różnicą, dla inspektorów jest jedynie kwestią jednej rozetki w tę lub drugą stronę? Przyznane sztućce są nie tylko kwestią oceny, lecz świadomym zaszeregowaniem restauracji w danej półce. Tymczasem &#8211; moim zdaniem &#8211; <strong>zadaniem inspektorów powinno być wyłuskanie, wskazanie takich miejsc, w którym widać światełko w tunelu. </strong> Podarowanie knajpie zastrzyku energii, by mogła i chciała utrzymać obrany kierunek. Dlatego boli mnie, że miejsca, które uważam za ważne dla rozwoju polskiej branży gastronomicznej, nie zostały nawet dostrzeżone. Właśnie takie rzeczy odbierają motywację do pracy i chęć rozwoju.</p>
<p lang="pl-PL">
<p lang="pl-PL">Ktoś kiedyś powiedział do mnie: ty nie potrzebujesz wpisu do przewodnika, twoja praca jest weryfikowana codziennie przez gości restauracji. I to jest prawda – moi klienci codziennie zaglądają do kuchni, mogą wprost powiedzieć, co sądzą o przygotowanym przeze mnie jedzeniu. Celowo wyszedłem do nich z kuchnią – nie chciałem siedzieć ukryty głęboko na zapleczu, bo w każdej chwili jestem gotów stanąć twarzą w twarz z osobą mnie oceniającą. To stres i presja osoby, której cały czas patrzy się na ręce, ale i ogromna satysfakcja. Nigdy nie zejdę z poziomu, jaki wprowadziłem w Ancorze i na którym poruszam się zawodowo od dawna. Chcę się ciągle rozwijać, tworzyć, zawsze być pół kroku do przodu, nigdy nie powielać. Ale nie robię tego dla inspektorów Michelin – a dla satysfakcji swojej i gości, którzy przychodzą do Ancory, wracają do niej i polecają ją swym najbliższym.</p>
<p lang="pl-PL">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-a-sprawa-polska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Michelin rekomenduje Ancorę</title>
		<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-rekomenduje-ancore/</link>
		<comments>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-rekomenduje-ancore/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Mar 2010 10:54:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[O Ancorze napisali]]></category>
		<category><![CDATA[Michelin]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.ancora-restaurant.com/?p=953</guid>
		<description><![CDATA[
Szanowni Państwo
Miło nam poinformować, że tegoroczny przewodnik Michelina rekomenduje Ancora Restaurant podwójnym kompletem sztućców. Jesteśmy z tego wyróżnienia  dumni &#8211; i zapraszamy do Ancory.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-957" href="http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-rekomenduje-ancore/michelin-2010-2/"><img class="aligncenter size-full wp-image-957" title="michelin 2010" src="http://img.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-20101.jpg" alt="" width="257" height="431" /></a></p>
<p>Szanowni Państwo</p>
<p>Miło nam poinformować, że tegoroczny przewodnik Michelina rekomenduje Ancora Restaurant podwójnym kompletem sztućców. Jesteśmy z tego wyróżnienia  dumni &#8211; i zapraszamy do Ancory.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2010/03/michelin-rekomenduje-ancore/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ancora na Facebooku</title>
		<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/ancora-na-facebooku/</link>
		<comments>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/ancora-na-facebooku/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2009 16:57:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[O Ancorze napisali]]></category>
		<category><![CDATA[Przepisy]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Facebook]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.ancora-restaurant.com/?p=744</guid>
		<description><![CDATA[
Przeczytałem ostatnio, że Internet to największa impreza XXI wieku. Szkoda byłoby więc ją opuścić &#8211; a w wirtualnym świecie dzieje się tak wiele, że bardzo łatwo zostać w tyle. Dlatego, by nie ominąć tego, co ciekawe, Ancora postanowiła zagościć na Facebooku &#8211; do czego i Was, drodzy Czytelnicy i Smakosze, serdecznie zachęcam. Nasz profil na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://www.tcd.ie/disability/projects/DS3/images/facebook.jpg"><img class="aligncenter" src="http://www.tcd.ie/disability/projects/DS3/images/facebook.jpg" alt="" width="480" height="181" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Przeczytałem ostatnio, że Internet to największa impreza XXI wieku. Szkoda byłoby więc ją opuścić &#8211; a w wirtualnym świecie dzieje się tak wiele, że bardzo łatwo zostać w tyle. Dlatego, by nie ominąć tego, co ciekawe, <strong>Ancora postanowiła zagościć na Facebooku &#8211; do czego i Was, drodzy Czytelnicy i Smakosze, serdecznie zachęcam</strong>. <a href="http://www.facebook.com/home.php#/ancora.restauracja?ref=profile" target="_blank">Nasz profil na Facebooku, gdzie umieszczam linki do najciekawszych artykułów, krótkie przepisy, zdjęcia i rekomendacje &#8211; polecam Waszej uwadze.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/ancora-na-facebooku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak otworzyć restaurację?</title>
		<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/chyba-zaloze-restauracje/</link>
		<comments>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/chyba-zaloze-restauracje/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Nov 2009 00:07:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[Kuchnia od kuchni]]></category>
		<category><![CDATA[O Ancorze napisali]]></category>
		<category><![CDATA[jak otworzyć restaurację]]></category>
		<category><![CDATA[restaurator]]></category>
		<category><![CDATA[rynek gastronomiczny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.ancora-restaurant.com/?p=737</guid>
		<description><![CDATA[
Zamożny biznesmen z sukcesem na koncie, dobrze działającą firmą i „górką&#8221; pieniędzy czekających na zainwestowanie, często gotuje w domu. Podejmuje gości, którzy przekonują go: robisz świetną wołowinę,  fasolkę po bretońsku, kaczkę &#8211; gdybyś podawał ją w swojej własnej restauracji, to byłby hit. Albo inaczej &#8211; ten sam biznesmen kocha atmosferę restauracji, uwielbia zamawiać nowe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;" align="justify"><a href="http://www.hellomagazine.com/imagenes/celebrities/200906051378/nobu-boycott/de-niro/tuna/0-1-676/1676-a.jpg"><img class="aligncenter" src="http://www.hellomagazine.com/imagenes/celebrities/200906051378/nobu-boycott/de-niro/tuna/0-1-676/1676-a.jpg" alt="" width="398" height="600" /></a></p>
<p align="justify">Zamożny biznesmen z sukcesem na koncie, dobrze działającą firmą i „górką&#8221; pieniędzy czekających na zainwestowanie, często gotuje w domu. Podejmuje gości, którzy przekonują go: robisz świetną wołowinę,  fasolkę po bretońsku, kaczkę &#8211; gdybyś podawał ją w swojej własnej restauracji, to byłby hit. Albo inaczej &#8211; ten sam biznesmen kocha atmosferę restauracji, uwielbia zamawiać nowe dania, próbować, porównywać. Myśli wreszcie &#8211; dlaczego nie otworzyć restauracji samemu?<span id="more-737"></span></p>
<p align="justify">Wiele razy spotkałem się z takimi sytuacjami, i niestety, powiem wprost &#8211; <strong>nie znam pozytywnego przykładu na gładkie poprowadzenie tego interesu </strong>(zakładam przy tym, że chodzi nam o faktyczne prowadzenie lokalu, nie o wynajęcie specjalistów, którym powierza się całość i oczekuje efektów). Najlepszy przykład &#8211; aktorzy. Wielu z nich pootwierało knajpy, ale nie znam żadnego, który sprawdziłby się jako restaurator.</p>
<p align="justify">Restauracje  to interes wysokiego ryzyka, do prowadzenia którego którego trzeba mieć dużą wiedzę, bardzo dużo samozaparcia, a dodatkowo zmienić całkowicie swój tryb życia. Dlaczego? To proste: restauracja czynna jest w soboty, niedziele, święta, wieczorami, w nocy&#8230; W pewnym momencie okazuje się, że pochłania całkowicie życie właściciela i wymaga porzucenia tego, co do tej pory było jego zajęciem głównym. Przestaje być dodatkiem do życia &#8211; zaczyna dominować. Wszystko to naszego biznesmena bardzo szybko zaczyna przerastać.</p>
<p align="justify">Co doradzałbym mu w takiej sytuacji? Poznać ten biznes od poszewki &#8211; nie z pozycji osoby siedzącej w restauracji, wokół której biega kelner, której danie może smakować lub nie. Siedząc przy stole, obserwując pracę kelnerów i smakując kolejne dania, pojawiają się pomysły: ja zrobiłbym to inaczej &#8211; inaczej udekorował, inaczej zorganizował stół, podawał dania na innych talerzach, innych sztućcach. Nasz biznesmen chce jak najlepiej &#8211; powtarza sobie: u mnie będzie najlepsze sztućce, szkło, obrusy, najlepsze wina i produkty w kuchni &#8211; bo sam takie właśnie uwielbiam i widzę różnice między świeżymi a mrożonymi St Jacquesami. Podbija więc cały czas poprzeczkę &#8211; nie tylko poziomu restauracji, ale i poziomu kosztów, które nakręcają się same.</p>
<p align="justify">Największego sukcesu w tym biznesie nie odnoszą ludzie, którzy mają wyczucie własnych potrzeb, lecz ci, którzy dysponują zdolnością wyczuwania potrzeb innych ludzi. To, z czym i w jaki sposób wstrzelimy się w restauracyjny rynek, bywa loterią lub pochodną wyjątkowej wiedzy i intuicji. Pierwszym i podstawowym błędem ludzi, którzy otwierają restauracje jest to, że robią wszystko „pod siebie&#8221; &#8211; tak jak oni sami chcieliby zjeść, zostać obsłużeni. Jeżeli stać Cię, by codziennie do obiadu pić wino klasy grand cru, nie znaczy to niestety jeszcze, że w Twojej restauracji będzie pełno właśnie takich gości.</p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>A zatem &#8211; pięć wskazówek dla naszego biznesmena:</strong></p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>Po pierwsze </strong>- poświęć jak najwięcej czasu, by poznać ten biznes od podszewki. Niekoniecznie musisz zaczynać karierę od stanowiska pomywacza &#8211; ale zobacz, jak wygląda zaplecze i praca w nim. To, co niewidoczne dla gości &#8211; jest w restauracji najważniejsze. Restaurator musi wiedzieć więcej niż klient, musi poznać drugą stronę medalu: jak wygląda zaopatrzenie, ile, jak i gdzie zamawiać towaru, jakie są koszty czynszu, pracy, pracowników, na ile rzutują one na koszty serwowanych potraw itd., itp.</p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>Po drugie </strong>- bądź cierpliwy oraz załóż, ze większość spraw, które mogą potoczyć sie źle &#8211; na pewno źle się potoczy: w restauracji ta zasada sprawdza się dużo częściej niż gdziekolwiek indziej. Uwierz: w początkowym okresie nie jesteś w stanie przewidzieć, ilu gości odwiedzi Twoje miejsce, ile jedzenia sprzedasz. Na coś takiego w Polsce może pozwolić sobie restauracja, która działa już kilka lat, zna swój rynek i swoich klientów.</p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>Po trzecie</strong> &#8211; nie szukaj nisz na siłę. Koncepcja i biznesplan, który sprawdza sie w jednym miejscu, nie sprawdzi sie gdzie indziej. Podam przykład: mój znajomy był ostatnio w Zakopanem i skarżył sie, że nic tam &#8211; poza kwaśnicą, pstrągiem z grilla i żeberkami &#8211; nie można kupić do jedzenia. I rzeczywiście tak jest, niejeden więc przyszły restaurator mógłby wpaść na pomysł, że oto odkrył doskonałą do zagospodarowania niszę. Czy rzeczywiście? Turyści do Zakopanego przyjeżdżają właśnie po te konkretne smaki, i być możne mały wycinek ludzi zahaczyłby o miejsce z &#8211; dajmy na to &#8211; owocami morza. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę zakopiańskie czynsze, wyśrubowane przez hulający biznes sprzedawców kwaśnicy i żeberek, oraz niewielki odsetek potencjalnych klientów, znudzonych zakopiańską strawą &#8211; raczej nie pozwoli nam to utrzymać się na rynku.</p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>Po czwarte</strong> &#8211; przewiduj duży zapas kapitału z założeniem nieprzewidywalnego marginesu (jeśli założysz kwotę x, w praktyce będzie to raczej dwa, a nierzadko trzy razy x). Nie można zakładać, że „jak już ruszy to ruszy i jakoś to będzie&#8221; &#8211; prawo Murphy&#8217;ego zadziała na sto procent i to, co powinniśmy mieć odłożone na czarną godzinę, będzie potrzebne znacznie szybciej. A kiedy czarna godzina nadejdzie &#8211; a nadejdzie znacznie szybciej, niż sie spodziewamy &#8211; wtedy zabraknie nam właśnie tej górki.</p>
<p align="justify">
<p align="justify"><strong>I ostatnia rzecz &#8211; pokora</strong>. Zanim z naszą restauracją osiągniemy sukces, czeka nas mrówcza, powolna praca. Dbanie o stałych klientów, o PR, mądry marketing &#8211; a pamiętaj, że otwierając knajpę, rzuci się na Ciebie cało stado handlowców z gazet, radia, telewizji, map, stron internetowych i tysiąca innych wydawnictw, którzy będą przekonywać Cię: stworzyłeś genialne miejsce, produkt który teraz trzeba &#8211; z nimi właśnie &#8211; wypromować, i już czeka Cię mistrzostwo świata. Niestety, nie osiągniesz go tak szybko. Ale jeśli się postarasz&#8230;</p>
<p align="justify">
<p align="justify">Powyższy tekst mojego autorstwa ukazał się w jesiennym numerze Magazine For Men PRIME</p>
<p align="justify">Na zdjęciu: jeden z niewielu VIP-ów, jakiemu udało się przetrwać w gastronomicznym biznesie &#8211; właściciel restauracji NOBU Robert De Niro z szefem kuchni, Nobu Matsuhisą</p>
<p align="justify">Źródło: Hello Magazine</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/11/chyba-zaloze-restauracje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawdy i mity diety śródziemnomorskiej</title>
		<link>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/10/prawdy-i-mity-diety-srodziemnomorskiej/</link>
		<comments>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/10/prawdy-i-mity-diety-srodziemnomorskiej/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Oct 2009 14:10:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[O Ancorze napisali]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[dieta śródziemnomorska]]></category>
		<category><![CDATA[kuchnia śródziemnomorska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.ancora-restaurant.com/?p=656</guid>
		<description><![CDATA[
O tzw. diecie śródziemnomorskiej mówi się dużo i dobrze: że najzdrowsza na świecie, że ludzie ją stosujący (czyli mieszkańcy Basenu Śródziemnomorskiego) są wiecznie piękni, młodzi i zdrowi, a w dodatku długo żyją. Mój urlopowy wyjazd na Kretę był ukoronowaniem obserwacji, które poczyniłem już podczas wcześniejszych podróży w te regiony &#8211; do Hiszpanii, Grecji czy Włoch.
Co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-medium wp-image-657" title="lamediterranee_elisabeth_estivalet" src="http://img.ancora-restaurant.com/2009/10/lamediterranee_elisabeth_estivalet-481x363.jpg" alt="lamediterranee_elisabeth_estivalet" width="481" height="363" /></p>
<p>O tzw. diecie śródziemnomorskiej mówi się dużo i dobrze: że najzdrowsza na świecie, że ludzie ją stosujący (czyli mieszkańcy Basenu Śródziemnomorskiego) są wiecznie piękni, młodzi i zdrowi, a w dodatku długo żyją. Mój urlopowy wyjazd na Kretę był ukoronowaniem obserwacji, które poczyniłem już podczas wcześniejszych podróży w te regiony &#8211; do Hiszpanii, Grecji czy Włoch.<span id="more-656"></span></p>
<p>Co rzuciło mi się w oczy podczas poprzednich oraz tego wyjazdu: mieszkańcy wysp, ludzie żyjący nad morzem, jak ognia unikają ryb. Owoce morza, odnoszę wrażenie, są atrakcją, cieszącą głównie przyjezdnych i turystów. Na talerzach tubylców króluje mięso, ogromna ilość frytek, fastfoodowe pieczywo &#8211; bagetas w Anduluzji, kebab pita w Grecji. Stąd ogromne ilości otyłych ludzi, głównie młodych i dzieci; na ulicy ciężko znaleźć osobę o normalnej sylwetce.</p>
<p>Być może wynika to z faktu, że kraje te stosunkowo niedawno wyszły z biedy i odreagowują wieloletnie zaległości &#8211; rzucając się na rzeczy, które do tej pory były jedzeniem odświętnym, jak np. mięso. Jednak z przerażeniem oglądałem hiszpańskie dziewczyny, przypominające raczej Wenus z Milo niż Afrodyty, poruszające się po ulicach z nieodłączną bagietką w ręku i bezustannie coś przegryzające.</p>
<p>Jeden z moich czytelników przy okazji ostatniego tekstu napisał mi, że mylę się twierdząc, że restauracje lepszej klasy z centrów miast wypierają gorsze. Nie chciałbym się mylić, ale obawiam się, że rzeczywiście mój rozmówca może mieć rację. Nie mówię tu tylko o Krakowie &#8211; podczas urlopu, poszukując restauracji z naprawdę dobrym, prawdziwie kreteńskim jedzeniem, świeżymi rybami czy owocami morza, lądowałem ostatecznie w odległych dzielnicach. Podobne sytuacje przeżyłem w ubiegłym roku, także w Grecji &#8211; żeby zjeść autentyczne jedzenie, jakiego szukałem, musiałem odwiedzać daleko położone wsie, wręcz zapadłe dziury. Przy portach, na wybrzeżu i w najczęściej odwiedzanych przez turystów &#8211; a przy okazji najpiękniejszych &#8211; miejscach króluje fastfood. Oczywiście także w greckim stylu, ale przemieszany z pizzą, spaghetti, stekami, frytkami, hamburgerami i setką innych dań, zadowalających masowego turystę. Czy to jest kierunek, w jakim zmierza kuchnia śródziemnomorska?</p>
<p>Reprodukcja: travel.webshots.com</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.ancora-restaurant.com/2009/10/prawdy-i-mity-diety-srodziemnomorskiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

