Blog Ancora – Restaurant

Blog Ancora Restaurant Szef kuchni bloguje. Adam Chrząstowski pisze o gotowaniu: swojej pracy i pasji

Zakopane, Zakopane…

Zanim w Ancorze rozpętało się walentynkowe szaleństwo, spędziłem kilka dni na urlopie w Zakopanem. I oczywiście nie obyło się bez kilku zaskoczeń…

Przede wszystkim uderzył mnie duży spadek ilości turystów. W zeszłym roku byłem tu również zimą, i z całą pewnością gości było znacznie więcej. W Karczmie Sabała między godziną 19 a 20 byłem gotowy płacić ekstra kelnerowi, żeby znalazł lub przytrzymał dla mnie stolik – w tym roku zajęte były tam o tej samej porze 3-4 stoliki. Obserwowałem gości także w innych restauracjach – i większość stołów widziałem ciągle pustych.

Odniosłem wrażenie, że wiele osób przyjechało do Zakopanego głównie po to, by przejść się Krupówkami z góry na dół i z powrotem, a większość czasu spędzało u siebie na kwaterach. Absolutnie nie mieli ochoty wydawać pieniędzy w restauracjach czy barach: przyjechali pospacerować, zrobili zakupy i wrócili do wynajmowanych pokoi napić się czy zjeść jedzenie wykupione w swoim pensjonacie czy u gaździny.

Wydźwięk obserwowanych sytuacji jest dla mnie jasny: z jakiegoś powodu gastronomia zakopiańsko-krupówkowa się nie sprawdza. Albo jest za drogo, albo kiepsko jakościowo – albo jedno i drugie.

Zastanówmy się jednak – czy jest za drogo, bo właściciele barów z Krupówek za bardzo poszaleli z cenami? Czy jest za drogo dlatego, że w czasie kryzysu ludzie po prostu zbiednieli?

Jeżeli powodem tych pustek jest kryzys, to mnie jest z tego powodu smutno i źle, bo on także prędzej czy później dotknie wszystkich, także Kraków i Ancorę.

Ale jeżeli pustki w knajpie zostały wywołane poziomem podawanego jedzenia i towarzyszącym temu cenom, to u mnie pojawia się światełko w tunelu, że jednak może dobrze się dzieje. Że ludzie zaczynają mieć już powoli wyrobione stanowisko na temat tego, jak działa – i jak powinna działać – gastronomia. Wolą więc pójść i wykupić jedzenie (tak jak ja to zrobiłem) w pensjonacie czy u gaździny, bo tam dostaną tę samą rzecz na obiad co w restauracji, tyle że z całą pewnością świeżą, bo kupioną w dokładnie takiej ilości, ilu gości zamówiło sobie obiad. Nie muszą się obawiać sytuacji takiej, o której opowiadał mi niedawno znajomy: oto jeden właściciel posiada w Zakopanem trzy knajpy, i w każdej na grillu leży taki sam zestaw szaszłyków baranich, żeberek i kiełbasy. I kiedy w jednej knajpie pojawia się większa grupa, to ekipy z dwóch pozostałych biorą te szaszłyki i targają na drugą stronę Krupówek żeby było co sprzedawać. Ktoś z Państwa zainteresowany obiadem lub kolacją w takim miejscu?

W prasie pojawiło się ostatnio kilka artykułów o tym, jak Zakopane traci koronę zimowej stolicy Polski. Czy rzeczywiście do tego właśnie dojdzie? Ceny w knajpach są niższe od tych, spotykanych w Krakowie. Trzeba jednak pamiętać, że produkt na którym się tam bazuje, jest produktem skrajnie tanim. Żeberka – kilogram kosztuje 15 zł. Szaszłyki robione są z najgorszych gatunków mięs, starego barana, którego – jeśli się potrzyma w soli odpowiednią ilość czasu – to choćby miał 50 lat, to jakoś się pogryzie. Są oczywiście klienci, którym takie jedzenie smakuje, którzy przede wszystkim cenią „góralską muzykę na żywo” i dziewczyny biegające w ludowych strojach. Wierzę jednak w to, że ostatecznie wygra świadomość klientów, którzy nauczą się doceniać dobre jedzenie, i nie przepłacać niepotrzebnie za złe.

dodajdo.com
Publikacja: 16.02.2010
Kategorie: Informacje, Podróże kulinarneKomentarzy (4)
Tagi: ,

Komentarze do wpisu:

  1. Panie Adamie -sądzę, że na tak postawione pytanie dobrą odpowiedzią jest podsumowanie zeszłorocznych felietonów W.Nowickiego w Wyborczej, które w domu wygłosiła moja Mama – fanka tych felietonów i nie tylko ;)

    “Jeśli masz zmysł do gotowania, ugotujesz w domu to samo, co w tzw ” restauracji ” ugotują Ci za ciężkie pieniądze .”

    Oczywiście nie mówimy to o Restauracjach przez duże R.

    pozdrawiam serdecznie
    u.
    ps. my jeździmy do Gliczarowa tam za 45 zł dziennie wraz ze spaniem mamy takie jedzenie, że nie sposób odejść od stołu da się ? da .. tylko trzeba chcieć ..a niektórym się nie chce …

  2. Witam! jednym zdaniem Zakopane schodzi na psy…
    przedewszystkim w ost latach odbywalo sie cos w rodzaju mody na Zakopane i dzieki temu wlasciciele tutejszych biznesow windowali ceny nieco szybciej niz rosla inflacja,z drugiej str kazdy chcial zarobic jak najwiecej,ale nie zwazal na gosci, dajmy na to wlasciciele(tudziez dzierzawcy) stokow i wyciagow ktorzy nie dogadywali sie miedzy soba, a dzieki temu mniejsze miejscowosci poboczne majac nizsze ceny zaczely oferowac ta sama jakos uslug,a czesto nawet wyzsze.Dzieki temu czarnym koniem tego sezony byla Bialka.Ze strony turystow prosty wybor `lepiej mniej zatloczenie i taniej` zawsze wygra… p.s. odpowiednio pociety karczek wp tez przejdzie jako baranina, a cepry wszystko zjedza jak to uslyszalem od kilku osob z branzy…pozdrawiam goraco

  3. Coś w tym chyba jest. Z perspektywy północnej Polski, bo stąd pochodzę, renoma tego miejsca, ale niestety także ogólnie polskich gór – bardzo szybko spada. Generalnie co chwila pojawia się jakiś szum medialny – a to jeden baca z drugim pobudują sobie nawzajem zapory na zboczu, bo każdy ma tam pasek pięć metrów, ot tak, żeby sobie na złość zrobić, a turysta nie mógł jeździć na nartach, a to że ścisk, tłok, drogo, byle jak, że nie warto, że turysta niemile widziany.

    A z drugiej strony świetny PR austriackich Alp, Słowacja też się stara, “widać” ją :)

    Ludzie po prostu już nie są dzicy. Jeżdżą tu i tam po świecie, patrzą, obserwują, analizują. Wracają do Polski i żądają co najmniej tego samego poziomu usług. Jeśli nie otrzymują – jadą tam, gdzie ten poziom oferenci potrafią zapewnić.

    I jeszcze ważna rzecz: kiepską opinię miejsca niesamowicie trudno zmienić, o wiele łatwiej stworzyć nowe miejsce i wykuć mu nową dobrą opinię od podstaw.

    Z przykrością muszę przyznać, że gdybym miał się wybrać w góry na wakacje, nie byłyby to na pewno polskie góry. Niestety…

  4. W Zakopanem spędziłem ferie w poprzednim sezonie. Z powodów nie tylko kulinarnych postanowiłem od “Zakopca” odpocząć.W tym roku wybraliśmy jeden z pensjinatów w Zieleńcu. Pensjonatowe “swojskie” jadło okazało się kompletną katastrofą. Nawet mój siedmioletni syn (wierny Pana kibic w Kuchni TV) spytał kucharza dlaczego nie używa soli i piprzu, nawet do piczeni ze schabu, która ma być finałem kulinarnym , a nie zastępnikiem klocków hamulcowych.
    Oferowane w zielenieckich restauracyjkach dania – niby regionalne- miałem wrażenie, że są “zfastfoodowane”, takie bez duszy, polotu, na “łapu capu”, że na zapleczu nikt się nad tym nie pochyla. Nie tylko to zatem przypadłość Zakopanego..Oczywiście nie odwiedziłem wszystkich kuchni Zieleńca, więc nie uogólniam. Tam jednak gdzie jadłem – nie wrócę.
    Pozdrawiam
    GK

Dodaj komentarz:

Preview: