Gwiazdka, czyli serwis
Ostatnio kilka dni gościłem w podparyskiej restauracji z gwiazdką Michelina – Le Piet a Terre. Pojechałem tam, by przekonać się, jak wygląda organizacja pracy w takim miejscu. Wróciłem – zaskoczony.
Szef kuchni, który prowadzi La Piet a Terre, w tej samej restauracji miał najpierw dwie gwiazdki Michelin, jednak kiedy lokal przeniesiony został w inne miejsce, nie mógł – według zasad – dostać od razu z powrotem dwóch gwiazdek. Dostał jedną, teraz czeka na kolejną.
Obserwowałem rzeczy które on serwuje – w jaki sposób je podaje, jakich produktów używa. I jest dla mnie jasne, że nie jest dla nas, szefów kuchni z Polski, problemem poziom samego jedzenia. Problemem jest natomiast fakt, że gwiazdkowa restauracja, która liczy ok. 30 miejsc siedzących, jest obsługiwana na samej tylko kuchni przez osiem osób!
Wyjeżdżając do Francji najbardziej interesowało mnie, jakie jest przełożenie nakładu ludzkiego, powierzchni zaplecza w stosunku do powierzchni konsumpcyjnej, jakie są realne koszty takiej restauracji. Wystarczy się zastanowić: restauracja na 30 miejsc, gdzie zaplecze jest większe niż połowa całej powierzchni, a druga część to powierzchnia konsumpcyjna – kto w Polsce pozwoliłby sobie na taką rozrzutność? Nie narzekam na powierzchnię pracy w Ancorze, przychodzą do mnie ludzie, którzy mówią że jest spora. Znam jednak restauracje, których filozofia jest taka: powierzchnia produkcyjna minimalna – ma „tylko” wytworzyć ten produkt i go wydać, trzeba więc ją jak najbardziej ścieśnić, żeby na jak największej ilości metrów kwadratowych zmieścić konsumpcję.
W La Piet a Terre – całkowicie odwrotnie.
I to jest moim zdaniem pierwszy czynnik, jaki przesądza o przyznaniu gwiazdki. A druga rzecz: serwis. Kelner nigdy nie bierze do ręki więcej, niż jeden zużyty talerz. W jedną rękę talerzyk, w drugą kubek – i odchodzi. Podawanie pieczywa – klient wyłącznie wskazuje, bułka ląduje na talerzu wydana szczypczykami przez kelnera. Podczas lanczu było nas przy stoliku siedem osób – i trzech kelnerów zbierało zastawę, chodząc do stolika 2-3 razy. Trochę mnie to wkurzało, bo jeśli tak właśnie wygląda standard, który trzeba zapewnić by zasłużyć na gwiazdkę – to można sobie zadać pytanie: po co.
Na dodatek wszystkiego, na taką ilość dań w karcie i taką ilość obsługi, w karcie było zaledwie dziewięć dań plus deska serów – menu degustacyjne. Oczywiście oparte na świeżych produktach, regularnie zmieniane – ale gdybym ja wprowadził do Ancory tak krótkie menu, ludzi pukaliby się w czoło, sądząc, że zwariowałem.
Obserwując to wszystko doszedłem do wniosku, że wymagany przez inspektorów francuskich poziom gotowania jest w Polsce absolutnie osiągalny. Inne kwestie natomiast – absolutnie nie. I wynika to nie złej woli, niewiedzy czy braku umiejętności polskiej gastronomii, tylko z takich a nie innych realiów, w jakich żyjemy i pracujemy.
Dla kontrastu odwiedziłem też w tym samym miasteczku inne, nie gwiazdkowe już tym razem restauracje – i tu zobaczyłem niestety dramat. Serwis na bardzo marnym poziomie, jedzenie podobnie. Obsługa polega na tym, że kobieta – którą nazwa trzeba chyba podawaczką, nie kelnerką – przynosi wodę i wino, leje pierwszy raz, stawia i idzie. Kelnerka obraziła się na mnie, bo gdy do zakąsek mieliśmy białe wina, a potem czerwone, to poprosiłem o wymianę kieliszków.
Wydawało mi się, że we Francji dają radę wszędzie. Tymczasem na dworcu w bistro w Paryżu mieli lepszy serwis niż w małym mieście. Jedzenie było takie, że kiedy kelner jednego wieczoru zapomniał o moim głównym daniu – szczerze się ucieszyłem. To pokazało mi, że Francja – nie wiem, czy przez kryzys, czy z jakiś innych przyczyn – w swej masowej wersji niespecjalnie odbiega od znanych z Polski standardów. Popularność wielu rzeczy, miejsc, marek sprowadza się do marketingu i pr.
Z jednej więc strony podbudowałem się po wizycie we Francji tym, że gastronomicznie wcale nie jesteśmy tak bardzo zacofani, ale też zobaczyłem drogę, którą trzeba przejść, by wskoczyć na poziom dla najlepszych. Bo nie jest to, jak się okazuje, wyłącznie kwestia jedzenia. Pytanie tylko – czy przyznawanie gwiazdki restauracjom z uwagi na serwis nie jest ślepą uliczką? Nas jednak ta kwestia nie dotyczy. Myślę, że dużo wody w Wiśle upłynie, zanim pierwsza gwiazdka Michelin pojawi się w naszym kraju.
Publikacja: 28.02.2010Kategorie: Informacje, Kuchnia od kuchni, Podróże kulinarneKomentarzy (46)








Faktycznie sporo role odgrywaja tutaj pieniadze wlasciciela plus dostep do prodoktow odpowiedniej jakosci dodac do tego dobrego kucharza i ”miszeliny” gotowe co do samej Francji hmmm mialem okazje troche tam popracowac i tak jak tylko kasa jest przeszkoda do gwiazdek w Polsce to do kultury kulinarnej Francji owiele nam dalej wiadomo nie kazda knajpa Francji jest super ale samo podejscie do jedzenia to juz ziemia a niebo oni tam o jedzeniu rozmawiaja jak my kiedys o Malyszu dla Francuzow jest to bardzo wazny element ich zycia… Taka kultura nakreca popyt na knajpy jak La Piet a Terre czego w Polsce brakuje… Wiec uczcie swe dzieci chodzenia do restauracji ,gotowania rozmawiania o nim i czerpania z jedzenia radosci moze wtedy az tak duzo wody w wisle nie musi poplynac
Witam panie Adamie
Zgadzam sie z pana opinia,na poczatku lutego mialam okazje odbyc tygodniowy staz w rest. z gwiazdk M.i moje obserwacje sa bardzo podobne do panskich.
Oczywiscie standard potraw zarowno jesli chodzi o smak, prezentacje na talerzu oraz najnowsze tredy byl na najwyzszym poziomie.Ale to mnie nie dziwi bo tego wlasnie sie spodziewalam ,ale zaskoczylo mnie jak wielu kucharzy pracuje w czasie serwisu nad prezentacja kazdego dania(bo tak jak wczesniej napisalam sa one niemalze perfekcyjnie dopracowane wizualnie ,bo smak jest subiektywnym skarbem kazdego kucharza).
Tak wiec pierwsze spostrzezenie zaskakujaca ilosc szefow na pasie i na kazdej sekcji.
Po drugie co zwrucilo moja uwage to Serwis celowo napisany duza litera, jest perfekcyjny, tam pracuja prawdziwi kelnerzy nie parasole !!!
Kelnerzy ktorzy scisle wspolpracuja z szefami w celu dostarczenia gosciom produktu i servisu na najwyzszym poziomie .
Po trzecie co mi sie rzucilo w oczy to super wspolpraca i jednoczesnie szacunek miedzy sala a kuchnia absolutnie zoero jakich kolwiek zgrzytow na tej lini,moze to specyfika takich miejsc a moze zasluga szefa kuchni a jednoczesnie wlasciciela restauracj ktory jest absolutnym autorytetem dla wszystkich poczawszy od personelu sprzatajacego ktory stanowia obcokrajowcy przez kelnerow i menagerow a w sposob natunalny na kucharzach konczac.
Konkludujac chcialam wyrazic opinie podobna do panskiej ,ze wielu kucharzy u nas w polsce jest w stanie wykreowac standart potraw gwiazdkowych restauracji !, ale sek tkwi chyba w ilosci personelu na kuchni i jakosci personelu na sali.
Bardzo mocno trzymam kciuki aby ktos w polsce przelamal to passe i abysmy mogli sie poszczycic gwiazdka (w koncu nasi szefowi wcale az tak bardzo nie odbiegaja do gwiazdkowych standardow) ,z drugiej jednak strony obawiam sie ze odkad pan amaro nie jes juz szefem w palacu sobanskich gdzie fundusze swego czasu byly nie ograniczone zarowno jesli chodzi o personel na kuchni jak i na sali,to ilosc restauracji ktore moga pretendowac do gwiazdki radykalnie sie zmniejszyla .
Zycze wszystkiego najlepszego i pozdrawiam Teresa Kowalczyk
Właśnie przeczytałem listę tegorocznych gwiazdek Michelina we Francji. La Piet a Terre niestety pozostało przy jednej gwiazdce. Oj dużo tej wody jeszcze w Wiśle upłynie, niestety.
Szanowny panie Adamie
Mam wrazene ze popadamy w pewnego rodzaju paranoje jezel chodzi o te wode(Jancio Wodnikmoze czuc oddech konkurencji na plecach).Cytujac mojego dziadka napisze tak”a pies im morde lizal” nie chca dac naszym rodzimym restauracja gwiazdki okej nie to nie.
Ja proponuje cos alternatywnego przyznajmy nasze gwiazdki , nie restauracjom tylko szefom kuchni w kolejnosci w ktorej myslimy ze w przyszlosci te gwiazdki otrzymaja i tak:
jako pierwszy :szanowny pan P.Oszczyk
jako drugi :szanowny pan W.M.Amaro
jako trzeci :szanowny pan A Chrzastowski
Jestem przekonany ze jezeli kiedykolwiek doczekamy sie gwiazdki michelina to dostana ja wyzej wymienieni szefowie dokladnie w tej kolejnosci (niezaleznie w jakiej restaurecji beda szefowac) z wyjatkiem pana rzecz jasna , bo mysle ze pan na dluzej zwiazal sie z Ancora.
Zycze mlego dnia i pozdrawiam Teresa Kowalczyk
Teresko, wyrazam pelna zgode w sprawie psa. No i sie stesknilam za Toba, cos nie pisalas ostatnio. Ciekawe sa tez Twoje wrazenia z pracy, ej, marzenie..
Ja doloze swoje trzy grosiki – mysle, ze w Polsce bylaby szansa na wiazdke, gdyby jak sie to wyraze, ktoras z rodzin “trzesaca” biznesem hotelowo – turystycznym na “wyzszym poziomie” (a jest ich kilka) byla zainteresowana za przeproszeniem walnieciem sobie prestizowej gwiazdki do kolekcji innych nagrod i doplacaniem do nierentownego biznesu cieeeezkich pieniedzy Ale nie jest. To jest wylacznie, jak wczesniej zauwazylam kwestia pieniedzy, bo rewelacyjnych szefow kuchni jest kilku nad Wisla.
Adria w wielu wywiadach mowi wprost, ze do swojej reatauracji doklada, ze sie ona nie zwraca i cala otoczka bycia najlepszym zapewnia mu luksus… bycia najlepszym :-) dzieki ksiazkom, mediom MA NA TO KASE.
Blumenthal, o czym wie niewielu ;-) ma DWIE restauracje – “Tlusta Kaczka” to jest szalenstwo gry o gwiazdke pochlaniajace morze miedziakow, zas w drugiej podaja gniecione kartofle z kielbaskami (no, moze troche przesadzam, ale jest to w rzeczy samej “tradycyjna” kuchnia angielska).
Kilka tygodni temu gwiazdkowy mlody-gniewny Ryan Simpson wraz z calym staffem odszedl z “Gęsi” – wszelkie podobienstwo zamierzone :-D Restauracja narobila juz sporo szumu w angielkiej gastronomii, zapowiadalo sie na cos naprawde ciekawego, ale wlasciciel powiedzial wprost, ze ma gdzies sztuke, jak mu sie budzet nie domyka – ludzie przychodza do restauracji zeby sie najesc :-D
“Britain’s youngest Michelin-starred chef stormed out of his kitchen after being told his food was “too poncey” – just three weeks after winning the coveted award.
Ryan Simpson, 27, and other restaurant staff quit The Goose in Britwell Salome, Oxfordshire, after the owner said the menu was inappropriate for local diners. The restaurant has since been forced to close.”
tu artykul
http://www.thedailydust.co.uk/2010/02/10/michelin-starred-chef-quits-after-owner-calls-food-too-poncey/
A tu zdjecie dzieciaka, cute ;-)
http://www.oxfordmail.co.uk/news/5003306._Poncey__Michelin_star_food__not_for_locals__says_restaurant_owner/
Przewalila sie dyskusja przez media – wystarczy wygooglac, czy to ma sens, czy nie..
no wlasnie, czy rzeczywiscie ma…?
Pozdrawiam ;-)
To wszystko pokazuje, że propwadzenie restauracji “pod inspektorów Michelina”, nie ma zupełnie sensu. Po prostu trzeba robić swoje. Będzie gwiazdka to będzie, jak nie to OK. (już to kiedyś gdzies pisałem) Bo w obecnej sytuacji bardziej przypomina mi to zakładanie sobie michelinowych kajdanek, niż podnoszenie poziomu własnej pracy.
Kochana Mona
Lesba to ja nie jestem , ale chyba cie kocham nie rob sobie nadzieji to jeszcze nic pewnego.A jezeli chodzi o fragment “Ciekawe sa tez Twoje wrazenia z pracy, ej, marzenie..” to tak jak poprzednio przepisalam go wlasnorecznie i nosze w portponetce jako talizman na przyszlosc a noz widelec moze kiedys dostane jakas prace w gastronomii?
Serdecznie pozdrawiam i za wszystko dziekuje Twoja Teresa Kowalczyk
Witam pana serdecznie! mam pytanie:
w tym roku robię maturę, chciałam iść na politologię… lub dziennikarstwo, ale tak naprawdę kocham gotować i myślę alby zacząć robić coś w tym kierunku… nie mam pojęcia od czego mogę zacząć, czy mógłby pan napisać ‘jak zacząć’?
bardzo chciałam iść do szkoły gastronomicznej już w liceum jednak niestety mama mi nie pozwoliła…
pozdrawiam serdecznie.
Sara.
Najlepiej udać się na jakiś staż do dobrej restauracji. Tam przede wszystkim przekona się Pani, czy ta pasja, to jest gotowanie restauracyjne czy domowe i zobaczy Pani czym to pachnie. Po tym będzie można zdecydować jaką drogą trzeba iść.
Pozdrawiam serdecznie AC
Zejdzmy na ziemie , pani gessler pokaze nam jak to w naszych rodzimych kuchniach bywa i jakią jest kucharką ? przepraszam szefową… o
Nooo na pewno. To będzie dopiero Kitchen Nightmare!
nie przesadzajcie, kobieta ma cztery czy pięć restauracji. Ile osób moze o sobie powiedziec cos takiego?
Amy z tego, co się orientuję pani Gessler ma jedną restaurację, reszta jest tylko sygnowana jej nazwiskiem.
Co do adaptacji samego pomysłu, uważam że jest nie trafiony, nie na Polskie restauracje i nasze realia.
Obecnie Gar, Polka, AleGloria, Fukier, Słodki Słony, a wczesniej kilka innych – nie wiem jak kwestie właścicielstwa, ale chyba niejedną kuchnie zdążyła poznać
A co do pomysłu w polskich realiach to uwazam wrecz przeciwnie, naprawde wielu przydać sie moze pomoc, bo jednak marny poziom jes powszechnością
Nie mam prawa negować umiejętności i wiedzy jaką posiada pani Gessler, gdyż nie wiem jakie one są i nie miałem okazji ich poznać.
Jednak chodzi mi bardziej o sam program, czy jest on rzeczywiście dobrze zaplanowany, przemyślany i czy trafi w sedno problemów w Polskich restauracjach, ponieważ uważam że marny poziom jest, lecz wina bezpośrednio nie leży w samych restauracjach.
W mojej opinii sedno leży w szkołach gastronomicznych i aby podnieść poziom samych restauracji, należało by przemianować program na “School Nightmares” i zacząć od zmieniania fundamentów, a nie renowacji i upiększania dachów.
Pozdrawiam
To prawda, lecz problem jest dużo głębszy i opiera się na poziomie świadomości i kultury kulinarnej w Polsce. Restauracje w swej ogólnej masie nie będą podciągały poziomu jeśli nie będzie nacisku ze strony gości. W tym kontekście program pani Magdy to tylko kolejne show, moim zdaniem nie trafione w czas i sytuację. Ramsay robił swój program w czasie boomu kulinarnego na wyspach, a u nas co?
Zrobil tez serie w USA, zaprosil do programu i zawodowych kucharzy i amatorow, podzielil na 2 zespoly wrzucil na kuchnie do restauracji i ze sie tak wyraze pozwolil widzom ogladac kleske za kleska :-D po rowno zawodowcy i szczypiorki.. to jest przeciez show dla “niskiej” uciechy gawiedzi, ktore siedzi przed telepudlem i sobie mysli, ja bym to zrobil lepiej..
Za to naprawde pasjonujace sa konkursy zawodowcow w USA i UK, ktore mozna ogladac na antenie, mozna sie sporo nauczyc, mozna zobaczyc co to jest praca pod presja, jak wykorzystac w sposob niekonwencjonalny i tworczy skladniki, ktore do tej pory “obchodzilismy szerokim lukiem” – widzialam kiedys w USA final, gdzie trzeba bylo przygotowac 3 potrawy z marynowanych lisci winnych z delikatesow greckich, masakra zupelna, a jednak mlody chlopak w ciagu godziny zrobil takie abra kadabra, ze 2ch znanych krytykow i szefowa nagradzanej restauracji zapomnieli jezyka w przyslowiowej gebie.
Niestety, jak celnie zauwazyl Pan Adam, to jest inny swiat..
Nikt nigdy nie zrobil wiecej zlego dle gastronomii co Gordon Ramsay , a pokazywana przez niego” kuchnia od kuchni “ma sie tak do rzeczywistosci jak zasmazka do chlodnika z melona na lato.
Pozdrawiam Teresa Kowalczyk
na czym dokładnie ta szkodliwosc Gordona polega?
Na kreowaniu wizerunku szefa kuchni jako wulgarnego nieokrzesanego imbecyla, nie umiejacego panowac nad emocjami.
A rzeczywistosc jest zgola odmienna i trzeba pokazywac szefow jako inteligentnych ,opanowanych i kulturalnych artystow,bo w duzej mierze tacy wlasnie sa
wystarczy wymienc P.Oszczyk,D Zachoranski,JPasikowski.Ocywiscie zdazaja sie przypadki wybitnego kretynizmu inspirowanego przez Gordona ale to wyjatki ktorych nie nalezy promowac tylko pietnowac!!!
Z szacunkiem Teresa Kowalczyk
z Gordona jakis czas temu spadl nimb swietosci z powodu 2ch wydarzen – liftingu podbrodka (bo przeciez jakos w TV trzeba wygladac!!) i ujawnienia, ze w jego restauracjach szefuje bardzo znany kucharz “Dzing” (odglos konca pracy kuchenki mikrofalowej..). Dziennikarze dokladnie sprawdzili przecieki staffu i okazalo sie, ze wszystkie dania sa przygotowywane jako catering pod Londynem, pozniej “dogotowywane” na miejscu w restauracjach. Ramsay przyznal sie w “swoim stylu”, ze “k… mam za male k… kuchnie w restauracjach, to, co k… mam robic??” i teraz wszyscy sie z niego smieja, ze przyrzadzic to on sobie potrafi tylko nowy podbrodek. I smieszno i straszno. nie chce byc zlosliwa, ale jesli Pani G. ma zamiar pobawic sie w Gordona, to przynajmniej podbrodek zostanie “w rodzinie” – jej partner/moze juz byly partner..? ma klinike chirurgii plastycznej, jak sama sie kiedys wyspowiadala kolorowemu czasopismu w tonie kolejnej “wielkiej” milosci.. Z tego wniosek, ze cos juz maja wspolnego i Gordon i Gessler… hmmm….
Łał !!!!, to może bedzie jakaś ogólnonarodowa zniżka dla szefów kuchni np. na liposukcję (nawet nie jestem pewien czy tak to sie pisze).
Ale sciema z tym Gordonem moze robi tak w swojich pubach ale napewno nie w restauracjach… ktos tu chyba chce sie dowartosciowac… pzdr
I jeszcze te teksty o facecie Gessler a kogo to obchodzi? Takie teksty to na pudelka beznadzieja totalna
To sobie Wojtasku przeczytaj w oryginale, ja tego nie wymyslilam :-D
PS ale poczucie humoru to masz raczej ciezkie… i z kultura tez nie bardzo, ale co kto lubi..
“They’re ‘freshly prepared’: Ramsay defends use of ‘boil in the bag’ ready meals at his restaurants
By Daily Mail Reporter
Last updated at 2:49 PM on 18th April 2009
Michelin-starred chef Gordon Ramsay has defended the use of ‘boil-in-the-bag’ meals in his restaurants, claiming are still ‘freshly prepared’.
It has been revealed that customers at four of the celebrity chef’s restaurants are likely to be served pre-prepared meals produced by a central supplier. The food arrives in transit vans, is reheated – then sold for up to six times the cost price.
But a spokeswoman for the award-winning chef said although the meals were prepared in one part of London and then distributed to one of Ramsay’s restaurants and three gastropubs, they were still considered ‘freshly prepared’.
Wszystkie dania do pubow sa w ten sposob przygotowywane oraz wieksza czesc do jego restauracji, do czego sie pozniej przyznal.
Tak to jest jak sie czlowiek zapomina i odbija za przeproszeniem Telewizyja i “slawa”. Zamiast traktowac swoich klientow powaznie, celebrutyje sie kosztem naiwnych.
Do pudelka nie mam ambicji, bo niestety moje zdolnosci fantazjowani ida zupelnie w inne strony :-D
Pozdrawiam
Ach, a co do Pani G. absolutnie sie przyznaje do czytania z wypiekami na twarzy WSZYSTKIEGO, co dotyczy tematow, ktore mnie interesuja – jednym z nich jest niewatpliwie kuchnia, wiec nie ukrywam, ze jesli w zasiegu reki mam jakies informacje o znanych kucharzach, restauratorach pochlaniam je bez wzgledu, czy sa kalibru kartofli z zasmazka, czy tez jagnieciny popijanej petrusem (och, gdybyz sie to 2gie zdarzylo w jakiejsc magicznej restauracyjce we Francji :-D
A swojego posta pisalam z wielkim usmiechem na twarzy, bo mam takie przekonanie, ze prawdziwy chef potrafi pozostac swietnym kucharzem-artysta i raczej nie odbije mu medialna slawa, bo gotowanie i tworzenie sprawi mu wieksza radosc niz spowiadanie sie z kochankow przeszlych/obecnych, lub poprawianie podbrodka, zeby sie lepiej ukladalo swiatlo.. Nie ma takiej potrzeby – uwage i zainteresowanie zapewni mu jego kunszt, a jesli juz musi walczyc o nie w taki sposob, wnioski nasuwaja sie same.. Blizej mu do produktu medialnego w typie Dody, lokalnych celebrytow niz do Adrii.
PS a to tekst o Gordonie z dosc uznanego blogu o jedzeniu z guardiana
http://www.gordonramsay.com/foxtrotoscar/ To jest restauracja Gordona bazujaca na gotowym jedzeniu i nie jest to BYLE JAKA restauracja :-)))))))))))))
POLECAM SZCZEGOLNIE OSTATNI AKAPIT o tym jak Ramsey krytykowal gotowe posilki w restauracjach wrecz porownujac do przestepstwa podawanie gotowcow :-D
“Gordon Ramsay restaurants found to be using pre-prepared meals
• Chef’s gastro-pub dishes come from off-site kitchen
• Diners face price mark-up of 600% in some cases
It is not hard to guess what Gordon Ramsay said yesterday when he fell victim to a sting by the Sun newspaper, which caught his London gastro-pubs out using pre-prepared meals including boil-in-a-bag coq au vin at mark-ups of 500%. Whatever he said, it probably had an F in it.
The television chef found himself having to defend the practice by which meals are prepared at a kitchen operated by one of his companies in south London and transported in refrigerated vans to his Foxtrot Oscar restaurant and three pubs he runs in Limehouse, Maida Vale and Chiswick.
A spokeswoman said: “Gordon Ramsay Holdings operate a kitchen facility in Wandsworth called GR Logistics. Here Gordon Ramsay chefs prepare components of dishes devised and produced to the highest Gordon Ramsay standards.”
She went on: “This is only for the supply of Foxtrot Oscar and the three pubs and allows each establishment to control the consistency and the quality of the food served. GR Logistics also supply a number of other restaurants outside the group with prepared components.”
The statement followed remarks by the chef Darran Ridley at the GR Logistics kitchen to the newspaper’s reporter that he prepared most of the food for Foxtrot Oscar.
“Everything from coq au vin, starters, terrines, snacks, salmon rillettes, various desserts, braised beef in red wine, beef pie mixes. Anything that takes a long time to cook, any braised items or items in sauces – we do all of that.
“We do coq au vin at £2.60 a portion, leg or thigh, in a bag with sauce. All you have to do is pop it into a pan of boiling water and reheat it.”
The newspaper calculated that the mark-ups in price for diners were nearly 600% in some cases, with fish cakes that cost £1.92 to produce selling for £11.25, while sausage rolls costing 75p were going for £3.50.
The newspaper’s reporter was told by an assistant manager at Foxtrot Oscar that the food is: “freshly made, definitely. Gordon wants this – he’s very fixed about this.”
The company said that the food was sealed after preparation, and then taken to Gordon Ramsay’s various establishments – the Narrow in east London, the Warrington in Maida Vale and the Devonshire in Chiswick – in refrigerated vans before being cooked on the premises.
It added that GR Logistics also supplies other, non-Ramsay establishments.
GR Logistics is the catering production arm of Ramsay’s business GR Holdings. He purchased the kitchen in south London from Albert Roux.
If the practice, which is not exactly new or unknown for restaurants, prompts Ramsay to adopt a more wholesome new catchphrase than his customary expletive – Blue Peter’s “Here’s one I made earlier” comes to mind – he may yet have cause to regret singing the praises of fresh food on one of his Channel 4 programmes two years ago.
He said then: “Using fresh ingredients is the only way to guarantee a great taste and I can’t understand how on earth people can ignore fresh food … that’s where all the flavour is, all the goodness and it’s a crime not to use it.”
Wow jaka reakcja dzieki za tekst jednak to gastropuby byly i jedna knajpka zreszta z tych slabszych… zgadnij dlaczego Gordon Ramsay at Royal Hospital Road jest zamknieta w sobote i niedziele? Prawdziwy Chef zapier**** od rana do nocy i nie ma w tym nic romantycznego :-p ale poczytac napewno jest przyjemnie… dla Ciebie i Tobie podobnych powstaja te wszystkie programy o kuchni i taki Gordon zgarnia kase ja mu moge tylko pogratulowac… nie masz pojecia co jesz w restauracji snij sobie dalej snem o kuchni w stylu Catherine Zeta-Jones a ja i moji nacpani koledzy po fachu z checia Ci cos w tym czasie ugotujemy pzdr
”traktowac klientow powaznie” to jest najlepszy tekst jaki tutaj przeczytalem odrazu widac ze na kuchni bylas conajwyzej na dniach otwartych w mcdonaldzie
Milo mi, ze uswiadamiasz mnie jak Ty i twoi nacpani koledzy/cytat traktujecie prace, traktujecie klientow i traktujecie tak naprawde Waszych potencjalnych szefow i mentorow, ktorzy byc moze dla odmianywlasnie chca “traktowac powaznie” swoich klientow, z czego Ty robisz sobie tutaj drwiny.
Zastanawiam sie, dlaczego czytasz takiego bloga? przygladasz sie p.Adamowi i gotowaniu na tak wysokim poziomie a z drugiej strony plujesz tak ordynarnie zarowno na kogos, kto tez wyraza swoje opinie jak i wysniemwasz podejscie do gotowania jako aktywnosci, ktora wykracza poza proste zaspokojenie biologicznej potrzeby..?
Nie bede juz wiecej komentowac Twoich zaczepek, bo niestety mam wrazenie, ze nieco sie mijamy w rozumieniu kilku pojec.
Mimo wszystko posrawiam
Nie posrawiam, he,he,he… nie, no teraz wyje ze smiechu – troche mi sie Twoj ton udzielil i dobrze, ze nie wyszlo gorzej :-D :-D :-D
POZDRAWIAM :-)
“… nie masz pojecia co jesz w restauracji …”
O zgrozo, zatem nie ma co się dziwić że poziom w kraju lokali jest, jaki jest. Gratuluje podejścia do kuchni i bycia kucharzem.
“… moji nacpani koledzy po fachu z checia Ci cos w tym czasie ugotujemy …”
Żal mi Ciebie i twoich kolegów.
“… Prawdziwy Chef zapier**** od rana do nocy i nie ma w tym nic romantycznego …”
Prawdziwy szef potrafi zorganizować sobie i swym kucharzą pracę w takim stopniu, że będzie miał czas na kreowanie nowych dań i promowanie własnego stylu i w tych działaniach kryje się romantyzm. Jeśli nie widzisz nic pięknego w gotowaniu, znaczy że należało by pomyśleć nad zmianą zawodu.
“… ”traktowac klientow powaznie” to jest najlepszy tekst jaki tutaj przeczytalem odrazu widac ze na kuchni bylas conajwyzej na dniach otwartych w mcdonaldzie …”
Od razu widać, że nie pracowałeś nigdy w lokalu z wyrobioną już renomą i cieszącego się szacunkiem gości. Na myśl przychodzi mi jedynie to, że jesteś kucharzem w zwykłym barze bistro.
Pozdrawiam Ciebie i twój szacunek do samego siebie.
ja na Ciebie pluje? nie zauwazylem przepraszam mam poprostu inna wiedze na temat gastronomi niz Twoje wyobrazenia nie drwie z mojich mentorow uwierz mi nie smial bym moje posty by ich rozbawily bloga czytam bo bywa ciekawy sory ale poprostu strasznie mnie bawisz napewno jestes bardzo fajna itp niechcialem Cie urazic moje cieszkie poczucie humoru bardziej pasuje do sekcji mies niz Twojego swiata… wciaz jednak uwazam ze slabe bylo pisanie o operacji Gordona i facecie Gessler bo kogo to obchodzi? zyj swojim zyciem POZDRAWIAM SERDECZNIE
Grzesiu Kocham Cie :-*
Wojtasek poczytaj jeszcze to:
http://www.elbulli.com/sintesis/index.php?lang=en
dzieki nie wiedzialem jakos nie potrafie sie na Ciebie gniewac a Ty tak brzydko o mnie piszesz… knajpa bez renomy? hihi gotowalem juz dla beckhamow eltona johna roling stonesow i paru innych na pocieszenie napisze ze dla nich tez gotowalem nacpany ;-) keith richards to by sie pewnie ucieszyl troche was tu prowokuje moze i po chamsku ale co zrobic urlop dostalem a ze mam juz od dawna objawy pracoholizmu to troche mi sie nudzi wkoncu tak bardzo nienawidze swojej pracy pozdro Grzechu wiecej dystansu i milej zabawy przy palniczkach ps taka zlota mysl restauracje to przedsiebiorstwa nastawione na zarabianie pieniedzy :-)
HOLA,HOLA CHLOPCY I DZIEWCZETA!!!!
PARE POSTOW WCZESNIEJ NAPISALAM ZE SZEFOWIE SA MILI SYMPTYCZNI I UMIEJA PANOWAC NAD EMOCJAMII, A TU CO JA CZYTAM,NA BOGA CO Z WAMI SIE DZIEJE NIE ZNIZAJMY SIE DO POZIOMU GORDONA BO TO JEST “ABISAL”DNO OCEANU TAM JUZ NIC NIEMA ,A WY JSTESCIE PRZYSZLOSCIA GASTRONOMII POLSKIEJ WPRAWDZIE NA EMIGRACJI ALE….zAPEWNE KAZDY Z WAS MYSLI O POWROCIE TAK WIEC APELUJE O ZDROWY ROZSADEK I OKIELZNANIE EMOCJI.
DO MONY
JAK CZYTAM TWOJA WOLNA WYMIANE POGLADOW Z SZANOWNYM WOJTASKIEM
TO UTWIERDZAM SIE W PRZEKONANIU ZE NASZE UROCZE UTARCZKI SLOWNE BYLY SZCZYTEM KULTURY I DOBREGO WYCHOWANIA .SERDECZNIE KOCHANIE POZDRAWIAM
DO SZANOWNEGO PANA WOJTASKA
DOBRY SZEF KUCHNI NAPRAWDE NIE MUSI ZAP….OD SWITU DO NOCY PRZY GARACH.KIEDYS “KTOS”BARDZO LADNIE NAPISAL “KUCHNIA TO MOJE DZIECKO ALE,JA NIE JESTEM OPIEKUNKA.PRZEMYSL TO JA TAK ZROBILEM I TRUDNO SIE Z TYM NIE ZGODZIC , A TAK NA MARGINESIE PROCHY NISZCZA ORGANIZM ODPUSC SOBIE PO TAKIEJ PRAKTYCE JAKA SIE CHWALISZ BEDZIESZ MIAL WIELE DO ZROBIENI A W POLSCE ALE DO TEGO JEST POTRZEBNY CZYSTY UMYSL PRZEMYSL TO!!!
DO WSZYSTKICH
ZGADZAM SIE Z MONA CZAS GORDONA I JEMU PODOBNYCH SIE KONCZY KUCHARZE POTRAFIA ODRUZNIC PRAWDZIWY BRYLANT OD KOLOROWEGO JARMARCZNEGO TANIEGO SZKIELKA KTORE SIE SWIECI ALE NIE PRZEDSTAWIA SOBA ZADNEJ WARTOSCI A NIESTETY TAK WLASNIE JEST Z SZANOWNYM PANEM GORDONEM ,M
ZYCZE WSZYSTKIM KOLOROWYCH SNOW I PRZYPOMINAM JUTRO SABOTA OJ BEDZIE SIE DZIALO NA KUCHNIACH
Z WYRAZAMI SZACUNKU I SYMPATII DO WSZYSTKICH TERESA KOWALCZYK
O….. to pani Gessler to facet ?
Droga Teresko fajny cytat o tej opiekunce mnie moj Szef uczyl innej maksymy : ”Nie ufaj nikomu” i tego sie bede trzymal wole wszystko sprawdzic 3 razy niz uwiezyc na slowo podwladnemu jak narazie na dobre mi to wychodzi pzdrawiam
Szanowny panie Wojtasku
Oczywiscie przeslane twojego szefa sprawdza sie w stu procetach i jak sie jest de partkiem to nie mozna ale trzeba ja stosowac kazdego dnia a nawet powiem wiecej kazdej godziny ALE…
No wlasne bedac szefem kuchni musisz posiadac ta niezwykle cenna umiejetnosc dobierania sobie odpowiednich ludzi, ludzi ktorym bedziesz potrafil zaufac , jasli tego nie bedziesz potrafil zaden z ciebie szef. Nie sztuka jest spedzac na kuchni 17h z 24h,sztuka jest tak dobrac sobie team aby sie nie wypalic na starcie, a na dobranoc zacytuje wspanialego szefa i zyciowego nauczyciela ktory zawsze powtarzal “jestem tak dobry jak dobry jest moj zespol “wydaje mi sie ze jego slowa nie wmagaja komentarza.
Serdecznie pozdrawiam panie Wojtasku i dobrej nocy zycze.
Droga Teresko jako JSC nie mam mozliwosci dobierania sobie ludzi ale za nich odpowiadam wiec pozostane przy braku zaufania bezpieczniej sie czuje z takim podejsciem :-) pozdrawiam
Szanowny panie Wojtasku
O ile pamietam poczatkiem dyskusji byla postac Gordona.R ktory jest Head Chefem w szerokim tego slowa znaczeniu,a nie junior Souse Chefem,a moj wywod i cytaty dotyczyly nie pna obecnej pozycji ale przyszlosci w ktorej mam nadzieje bedzie pan zajmowal pozycje szefa kuchni a wtedy wymienione przeze mnie umiejetnosci sa niezbedne jakby na to nie patrzyl i chyba nie bedzie pan z tym polemizowal!!!
Z wyrazami szacunku Teresa kowalczyk
Gordon jest chef patron jesli mamy byc dokladni nie wiem dlaczego tak po nim jedziecie to prywatnie bardzo mily czlowiek a to co wyprawia w tv malo mnie obchodzi facet osiagnol ogromny sukces zapracowal na to a afera z gotowym zarciem to nic wielkiego takie sa realia jedzenie bylo smaczne zdrowe itp ciekaw jestem ktory head chef jest wstanie z czystym sumieniem powiedziec ze w ciagu swojej kariery zawodowej nie ”oszukal’ goscia to jest biznes jak kazdy inny i smiesza mnie napalency piszacy jacy to oni nie sa zakochani w tym zawodzie jakie to nie jest romantyczne bla bla ba fajnie jest byc kucharzem praca daje satysfakcje pracuje dla siebie dla wlasnej radochy i oczywiscie wynagrodzenia :] gosc choc zle to zabrzmi malo mnie obchodzi wystarczy mi moja swiadomosc ze wykonalem dobra robote ze moj Szef mnie docenia czesto idzie za tym zadowolenie gosci ale to juz tylko dodatek…
ps piszac o tym ze prawdziwy chef zapier… nie pisalem o head chefie tylko o np de partkach jak to ladnie Teresko nazwalas choc i z HCh takie sytuacje sie zdazaja kilka lat temu mialem okazje brac udzial w otwarciu nowej restauracji nasz Szef przez 2 miesiace nie mial dnia wolnego nie raz pracowal po 17 godzin marnial w oczach ale restauracja byla kozacka i chyba uznal ze bylo warto…
pzdr
no widzisz wojtasek, a nas dokładnie odwrotnie:
mało nas obchodzi, jaki Gordon jest prywatnie
natomiast żywo interesuje nas poziom jedzenia w jego restauracji.
W taki razie odpuscmy sobie Gordonow,Geslerow, Michelinow i tak jak spiewal Wojtus Mlynrski “robmy swoje”.
Pozdrawiam Teresa Kowalczyk :)
I znów klucimy sie jak w polityce . a o to niechodzi . oglądalem ten program , usmialem sie z brudnej malej kuchni,widzialem ze Pani sie wzoruje na Ramsayu no i uzdrawia lokal jak znachor w ciagu 4 dni. Szefowa jast szczesliwa a wlasciciel zadowolony. cuda…wiecej prosze.
tak sie sklada moja droga ze w styczniu tego roku mialem okazje pracowac z FoxtrootOscar na Hospitality Road i nic nie bylo serwowane z worka (w kazdym razie ja nic takiego nei widzialem), kazdy element byl swiezo dziennie przygotowany , i glownym powodem nie przyjecia przezemnie ofert oferty pracy nie byla jakos jedzenia tylko kuchnia w stylu gastropub – bistro nie jest tym co chcialbym robic:) Pozdrawiam serdecznie