Blog Ancora – Restaurant

Blog Ancora Restaurant Szef kuchni bloguje. Adam Chrząstowski pisze o gotowaniu: swojej pracy i pasji

Stażyści na staż

Do Ancory trafia wiele ludzi z pytaniem o staże czy praktyki. To często fascynaci kuchni, którzy mają o pracy w restauracji określone wyobrażenie. Czasami codzienna praca męczy ich i nudzi, szukają więc życiowej alternatywy. Chcieliby, by ich praca zyskiwała natychmiastowy feedback – a księgowość czy tabelki excel tego nie zapewnią. Wszystkich przyjmuję chętnie – mówię: przyjdź, popatrz sobie, poznaj wszystkie aspekty tego zajęcia.

Bo rzeczywiście – jeśli chodzi o odbiór naszej pracy, kuchnia jest pod tym względem wspaniała. To czysta satysfakcja – widzieć, jak ludzie przychodzą dla świetnego jedzenie, które gotujemy. Sami czujemy, kiedy coś wychodzi fajnie, elegancko, sprawnie, smacznie, ładnie. Plus otwartej kuchni – goście mogą do nas zajrzeć, porozmawiać. Z drugiej strony jednak kuchnia jest okupiona stresującą pracą, ciężką także w sensie fizycznym. W momencie kiedy inni się bawią, my pracujemy – Sylwestry, weekendy, święta. To niełatwe.

Zwykle spotkania stażystów ustawiam na 4 do 6 sesji. Z reguły przychodzą w weekendy, popołudniami. A później… są nie tyle rozczarowani, co zaczyna ich to zwykle nudzić. Szczególnie osoby, działające w kuchni amatorsko mają romantyczne wyobrażenia o restauracji. Że każdego dnia będą tworzyć coś nowego, inspirującego – jak w domu. Tymczasem w restauracji panuje powtarzalność. Suflet dziennie robi się kilkadziesiąt razy, i zawsze musi być taki sam – bo goście tego właśnie oczekują.

Przychodzą też kucharze zawodowi. Chcą się rozwinąć, czasem coś podpatrzyć. Nie mam jednak lęku, że pojawi sie ktoś, kto wykorzysta umiejętności nabyte w Ancorze i założy np. własną restaurację. Powiem wręcz, że bardzo bym chciał, żeby w Krakowie powstała powstała druga taka restauracja: z konceptem i na dobrym poziomie. Dominują bowiem u nas dwa typy restauracji – te z żurkiem i pierogami, oraz hotelowe: w kilku przypadkach świetne, jednak działające w innych warunkach i na nieco innych zasadach. Zaletą Ancory jest – przy wszystkich ograniczeniach budżetowych, surowcowych itd. – zagospodarowanie pewnej niszy. Dlatego nie boję się – chcecie, to patrzcie. Jednak dania, które gotuję, wychodzą tak a nie inaczej dlatego, że wykorzystuję określonej jakości składniki, pracochłonne techniki przyrządzania. Niewielu znam restauratorów, którzy mają ambicję podawać coś takiego – zazwyczaj cel skoncentrowany jest na zysku, a ten wymaga podania pięciuset porcji schabowego dziennie. Taniej i szybciej jest wykorzystać warzywa z mrożonki – gotowca, niż bawić się w codzienne obieranie i porcjowanie. Nie tracę jednak nadziei, że kiedyś przyjdzie do mnie kucharz, który razem ze mną będzie próbował zmienić świat.

dodajdo.com
Publikacja: 15.12.2009
Kategorie: Kuchnia od kuchniKomentarzy (11)
Tagi:

Komentarze do wpisu:

  1. szkoda, że nie mieszkam bliżej… chętnie bym przyszła na taki staż :) pozdrawiam

  2. ja tak samo! :) pzdr!

  3. To miłe – przyjmowanie stazystów. Też miałam takie wyobrażenie, filmowe, ze snów, o pracy w kuchni restauracyjnej. Oczywiście, ze marzyłam o własnej. Nigdy nie wpadło mi do glowy, ze nalezy ten wysiłek porównać do samodzielnego przygotowania Świąt i to codziennego. ;-)) Okazja by tak poprtacować trafiła mi się, gdy miałam małe dzieci i nie chciałam wracać do biura, główkowania itd, chciałam sie zająć czymś twórczym. Koleżance pomagałam robić ręcznie czekoladki, ciasteczka,. Było świetnie, ale po pół roku takiej pracy padłam, ze zmęczenia. Pracę w kuchni najbardziej odczarował mi kurs cukierniczy na który wybrałam się do Poznania, pełna zapału. Porównałabym teraz pracę w cukiernictwie do pracy w murarstwie. ;-))) bardziej przypominało mi to budowę domu niż wyczarowywanie słodyczy.;-)) A jednak i w tym kombinacie wyrabiania slodyczy wruszył mnie starszy pan, który przychodził codziennie do cukierni na kilka godzin i robił figurki z marcepanu, był wśród ludzi, doradzał, był potrzebny, żył. Piękny obrazek. Ten pan wcale nei był cukiernikiem z wykształcenia. Stał sie nim po drodze. ;-) Pracę z koloeżanką jednak wspominam bardzo miło. :-))) Kameralnie i masło było masłem, marcepan marcepanem. ;-)) Pozdrawiam :-))
    P.S. jak bedę w Krakowie to odwiedzę Pana restaurację. :-) Wcale tam nie znalazłam pysznych miejsc. Najbardziej smakowało mi jedzenie u cioci z Krakowa. Ona poza tym namówiła mnie na wizytę w “Kuchni i wino”. Nazwa mi sie podoba, ale jedzenie nie do końca. Już to miejsce zniknęło. Lubiłam gruzińskie jedzenie z małej knajpki, a restauracyjne, oj, nie. Nie trafiliśmy na nic pysznego.

  4. Adamie, właściwie to można by Ci tego życzyć na Nowy Rok
    …stażysty marzeń
    :o)
    więc abyś na swojej drodze spotykał takich właśnie ludzi

  5. Ja z checia zmienie :p a p.s jak juz z panem rozmawialem postaram sie wkrotce odezwac;) Wesolych Swiat Wszystkim

  6. ja z checia sie przylacze do zmieniania moze nie swiata ale na poczatek jedzenia:) p.swracajac do tego o czym rozmawialismy panie Adamie to wkrotce sie odezwe:) Wesolych Swiat wszystkim

  7. Mam pytanie ma meila

  8. No dobra…
    Widzę że tak nie mam szans,
    dostanę jakąś wskazówkę?
    Czy mam iść do McDonalda?

    Pozdrawiam

  9. Widzę że czegoś nie dostałem. Może lepiej na adres Ancory restauracja@ancora-restaurant.com

  10. Witam panie Adamie. Jestem zainteresowany ewentualną pracą/stażem u pana w restauracji. Obecnie pracuję w restauracji na rynku ale myślę że mógłbym pogodzić dwie prace. W razie zainteresowania proszę o kontakt mailowy. Pozdrawiam i mam nadzieję do zobaczenia.

  11. Proszę wpaść do Ancory, któregoś dnia po 15tej to pogadamy. Pozdrawiam AC

Dodaj komentarz:

Preview: