CV warte polecenia

Czytając CV, jakie przynoszone są do naszej restauracji, intryguje mnie szczególnie fala ludzi, powracających z Anglii czy Irlandii. Bardzo często zgłasza się do nas człowiek, którego biografię zawodową w kuchni można streścić w kilku zdaniach: pracował w gastronomii na Wyspach dwa czy trzy lata; zaczynał na stanowisku pomywacza, raczej nie skończył szkoły gastronomicznej (co oczywiście nie jest koniecznym warunkiem do bycia dobrym kucharzem czy szefem kuchni). W tamtejszej knajpie najpierw był młodszym kucharzem, potem kucharzem, szefem zmiany, następnie szefem dystrybucji, ostatecznie – zastępcą szefa kuchni. Często w dobrej lub bardzo dobrej restauracji: dwu-, trzyrozetkowej, co jest odpowiednikiem jednej gwiazdki Michelina. Czyli nie w miejscu, gdzie kuchnia przypomina składanie puzzli: gdzie jedynie rozpakowuje się worki z zupami, gotowe sałatki, ziemniaki, rozmrożone kotlety panierowane i daje się to wszystko na patelnię czy do głębokiego tłuszczu, na talerz i na stół. Nie – w podaniach o pracę często widzę naprawdę renomowane miejsca.
Dlatego tym bardziej zadaję sobie pytanie – jak to możliwe, żeby w miejscu szanowanym osiągalny był aż tak szybki awans zawodowy. Czy to genialny system szkolenia? Mnie zdobycie kwalifikacji zajęło kilkanaście lat – tu dostaję człowieka, który jako dwudziesto- parolatek jest już zastępcą szefa. Biorę więc ten talent do siebie – i nagle okazuje się, że rzecz jest bardziej skomplikowana.
Problem leży zazwyczaj w znacznie węższej specjalizacji, niż to ma miejsce w Polsce. Restauracje na wysokim poziomie w Wielkiej Brytanii funkcjonują w innej strukturze: pracuje tam zwykle 8-10 kucharzy i każdy z nich ma bardzo wąsko określoną działkę. Jeden przygotowuje mięso, inny sosy, a trzeci warzywa na gorąco – cały dzień, zmiana za zmianą. I może się oczywiście nazwać szefem działu, co jednak znaczy ni mniej ni więcej: jest facetem od przygotowywania warzyw na gorąco.
Tymczasem w Polsce kuchni działają inaczej. W kuchniach zatrudnionych jest mniej osób, każdy musi być bardziej multifunkcjonalny – od prezentacji dania, po przyjęcie zamówienia towaru. I tu następuje zderzenie.
Oczywiście nie zawsze do niego dochodzi – bowiem pierwsza rafa, o którą odbijam się podczas rozmowy z aplikującym re-emigrantem, to rozmowa o pieniądzach. Zazwyczaj oczekiwania finansowe ustawione są na dokładnie takim poziomie, jaki był do dyspozycji w Anglii. U nas ciężko o takie stawki – zazwyczaj płaci się połowę tego, co można zarobić za granicą. I tu zaczyna działać zasada: połowa pieniędzy – to połowa zaangażowania. Nie będę się tak angażował jak tam, bo dostają przecież połowę kwoty, którą mógłbym zarobić gdzieś indziej.
I trzecia rzecz, którą nie do końca potrafię zrozumieć i wytłumaczyć. Bardzo wiele osób nie potrafi odnaleźć się po powrocie na nowo. Po 3 miesiącach, połowie roku pakują się i wracają z powrotem, bez względu na to, co czeka na nich tam, a co tutaj. Czy mają tu perspektywy, szansę na rozwój. Czy tam czeka na nich praca dobra, czy zła. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Czy to wybór między życiem łatwiejszym, a trudniejszym? Między pracą wymagającą więcej nauki, koncentracji, uwagi, a zajęciem wymagającym tylko opanowania rzemiosła? Nie wiem, może się mylę. Mam nadzieję, że się mylę.
Publikacja: 08.12.2009Kategorie: Informacje, Kuchnia od kuchniKomentarzy (41)


Dobry artykul, Co do pracy w uk . Typowy dzien w hotelu.restauracja na 60 osob ale zdarza sie 90 osob.Startujemy od 9 rano , na dzien dobry szef kuchni informuje nas o ilosci gosci w hotelu i gotowych rezerwacji na kolacje. menu zmienia sie codziennie tzn. poniedzialek menu 1 , wtorek menu 2 … niedziela menu 7. powrot w pozniedzalek do jedynki. co 3miesiace zmiana sezonowa menu. na kuchni mamy 4 sekcje. lader 3yli startery, garnish czyli warzywa, sosy ( ryby, miesa , sosy) i pastry( desery ciasta). na sekcji pracuje po jednym kucharzu z wyjatkiem pastry dwoch. Kucharz od sniadan startuje na 6 rano. Szef kuchni startuje jak inni na 9 rano. Towar. Rano dostawa :miesa, ryby , warzywa, suchy magazyn. Niema duzo kucharzy a zdarza sie ze na sekcji w innych restauracjach jest po dwoch kucharzy. Towar ktory przychodzi jest swiezy , zero mrozonek , niema gotowych makaronow, ciast lodow, lub chleba. Kuchnia jest od tego aby to wszystko przygotowac na miejscu a kucharz aby to przygotowal, bo ma na to czas, miejsce i skladniki ,szef kuchni sluzy pomoca i sa tez jego przepisy. Sosy przyzadzamy od podstaw czyli kosci cielece , pieczemy i robimy wywar , ktory gotuje sie 2 dni , redukcja , i po 4 dniu nozna przygotowac jus z czerwonego wina , baza wiekszosci sosow, pracochlonne , bo jeszcze dochodzi wywar z kurczakow , krabow . Niemoge uzyc proszkow ani zagescic sosow maka( bez glutenu), szef by mnie wyrzucil z pracy za taka praktyke. kucharz na saladkach : zupy , pasztety , teryny, saladki, dodatki . pastry szef : chleb , ciasta , lody, cullis, bulki , musy , cieple sosy do deserow, brioszki dodatki dekoracyjne ,tarty , torty itd. Garnisz ,warzywa , niby tylko warzywa ale jest tu co robic. o godzinie 2.30 lub 3 idzieny na przerwe po wydaniu ostatniego deseru, wszysty razem. powrot o 5 , trzeba wszystko przygotowac na pierwsze zamowienie to ok 6 godzina , szef staje na hotplayu i czyta zamowienia a my jedno glosnie Yes chef.kontroluje startery , uklada jedzenie na talerzach. Czasem jest wariactwo . o 9.30 ostatnie zamowienie i pora sprzatac , kazdy na sekcji robi wlasna liste towaru potrzebnego na nastepny dzien ,przekazuje szefowi, mise on place na kolejny dzien , sprawdzenie temp w lodowkach , a szef zamawia towar w tym czasie. koniec. Co jakis czas zmiana sekcji , tzw przesuniecie o sekcje. Z tego co wiem nietylko w uk panuje taki system , Marco perre napisal w jednej ksiazce : na kuchnie moze przyjsc kazdy i pracowac. Przyklad Wojtka Amaro , nieskonczyl gastronomika , a wiedze zdobyl na migracji. Jesli ktos szuka kucharza z umiejetnoscia krecenia pizzy , lub do kebabu powinien sie zastanowic czy kucharz jest mu potrzebny, a jesli kucharz idzie do takiej pracy to zmusza go to tego rynek pracy lub sytuacja finansowa.Niczego sie nie nauczy przy pizzy lub kebabie.Polska gastronomia opiera sie na pizzeriach , kebabach , sfinks, sjuks, ostatnio sushi wchodzi , a gdzie polska tradycja? Pamietam jak zapytalem sie szefow polskich tu ,gdzie pujdziesz zjesc jak bedziesz w polsce , typowo polskie jedzenie( niechodzi tu o pieniadze) Chyba znamy odpowiedz? pozdrawiam
Oj, chyba właśnie o kasę tu chodzi. Jest poza tym wiele różnic, ot chociażby taka że w Polsce kodeks pracy zabrania splitowania zmian, czyli tylko ciągła praca. Poza tym, ile kosztuje śreni obiad w dobrej brytyjskiej knajpie, a ile są w stanie wydać ludzie w Polsce. Myśląc o tym trzeba mieć na uwadze to że za produkty na dobrym europejskim poziomie w Polsce płaci się wiecej niż np w Anglii z prostej przyczyny, że jesteśmy zbyt małym rynkiem aby dostać dobre upusty. O zgrozo dobry produkt regionalny jest czasmi jeszcze droższy i nie trzymający standardów jakości. Co nam pozostaje? Ja to nazywam szydełkowaniem i powolnym budowaniem tego co np. francuzom zajęło ponad 300 lat. Podczas wizyty w Polsce zapraszam do Ancory to pogadamy. Pozdrawiam AC
W polsce też gotujemy ” jus” ale nazywamy go wywar rumiany :) osobiscie uważam że w polsce już na początku drogi kuchrskiej na etapie nauki uczy sie młodych ludzi “byle jakości” i gotowania z mrożonek a to wynika z tego że restauracja chce np. sprzedawać owoce morza i ryby z dalekich oceanów które łatwiej i taniej kupić mrożone. Do tego większość właścicieli traktuje restauracje jak dojną krowe i nie rozumie że lepiej ze świerzych i lokalnych produktów coś przygotować, a to z kolei wiąrze się z większą liczbą pracowników, więc łatwiej i taniej z mrożonek z minimalna ilościa kucharzy. A o stanie sprzętu w co poniektórych resauracjach nie wspomne a to też ważna rzecz.
Podoba mi się wpis pana Adam jest w nim troche racji jak i w tym co pisze pan Lech, prawda jest gdzieś pośrodku
a.jak
Szanowny panie Adamie
Jak najbardziej sie z panem zgadzam na temat fali powracajacych z zagranicy mieniacych sie kucharzami.Wracaja tacy i chca nam pokazywac najnowsze trendy,metody i system pracy w renomowanych hotelach lub restauracjach aspirujacych do najwyzszych wyruznien.Co oni wiedza co umieja?
Co z tego ze czesto gesto pracowali po 12,13 godzin dziennie,zaczynajac swoj dzien dwie lub trzy godziny przed planowanym czasem aby przyjac towar,bo szef uwazal ze tylko kucharz moze go odpowiednio sprawdzic i dopilnowac dostaw.Kogo to obchodzi ze czesto pracowali w systemie splitow i wyprowali sobie flaki aby sie czegos nowego nauczyc i zaimponowac szefowi chocby tylko pracowitoscia
Kogo to obchodzi ze pracowali rok na starterach,rok na automatach a potem miesa i sosy i ogarniali te sekcje bez najmniejszej wtopy.NAS TO NIE INTERESUJE.
A potem wracaja takie gwiazdy i chca nas uczyc gastronomii,myslac ze moga nas czym zaskoczyc.Mowia ze polska gastronomia potrzebuje swiezej krwi ,oddechu swiezosci,a po jaka cholere nam to?my mamy swoich mistrzow i nie beda nam te farbowane lisy nic pokazywac,cenic sie tylko potrafia ze ho ho.
A jaka jest prawda to ja juz dobrze wiem,gadalam kiedys z jednym takim i pytam go o zwykle proste zrazy zawijane.A on mi na to ze i owszem ale;cebulka pokrojona w julien i podsmazona ,wedzony boczek tak samo,musztarda a i owszem ale gruboziarnista a na koniec ten niedouczony fajfus mowi ze on dodaje pokrojona w kostke i zrolowana na maselku szara renete i zeby tego bylo malo to calosc wykancza o zgrozo! fouie gras ,podaje to z tarta tate z szalotek i pianka majrankowa. NO WIEC JA PYTAM CZY TO JEST NORMALNE?Przecierz to profanacja naszej kuchni !!!
My nie potrzebujemy jakichs tam rozetkow i miszelinow
Potrzebujemy naszycz swojskich kucharzy,kyorzy ogarna startery potem uwaza zupe,usmaza mieso skocza na desery a w wolnej chwili umyja pare garow i patelni bo pani wiesia ma kaca i nie mogla przyjsc do pracy.Takich kucharzy nam trza a nie jakichs tam gwiazd.My mamy naszych mistrzow,ktorzy wyniesli na wyzyny nasza narodowa sztuke gotowania mistrzow takich jak MIROSLAW DREWNIAK,WIESLAW AMBROS,DARIUSZ STRUCINSKI,ZBIGNIEW KURLETO i pan oczywiscie szanowny panie Adamie.Zawsze bedziemy sie na was wzorowac.Pocoz nam zachodnie wyprobowane wzorce i sprawdzone systemy skoro mamy takich mistrzow jak wy.Przeciez polacy nie gesi i swoj jezyk maja.Panie adamie szanowny modle sie o pana aby na przekor tej zachodniej modzie zostal pan intronizowany na szefa wszystkich szefow a wraz z panem wszyscy wyzej wymienieni szefowie.
Niech pana Bog i Najswietsza Maryja Zawsze Dziewica prowadza , a na tych powracajacych co to nawet nasze zraziki potrafia spartolic nich dobrotliwy Bog zesle najgorsze zarazy wlacznie z zarobkami na poziomie 1950 zl brutto miesiecznie i ogarniecie trzech sekcji rownoczesnie na swiatowym poziomie.
SERDECZNIE POZDRWIAM TERESA
“CV-warte polecenia”- NIE ZGADZAM SIĘ.p.”Tereso”-świetna prowokacja-gratuluje
http://www.theworlds50best.com/page/home.html-gdzie jesteś POLSKO ?
Co do wypowiedzi pani Teresy , sam sposob pisania , nazywania kogos “fajfusem” , “zsylania najgorszych zaraz” nieswiadczy dobrze o Pani osobie i poziomie inteligencji. Chyba za jakis “fajfus” sie podszyl pod Tereske. a nawet najwiekszemu wrogowi niezyczy sie zle.Mozliwe ze pracuje szanowna Tereska w stolowce Radia Maryja , smacznego. Co do cen , porownywalne ceny produktow w uk co do polski np. maslo ( 100%) 1 funt, kilo dorady 8f, mule 4 funty za kilo , kurczak ok 1.8kg 2 funty.Panie Danielu , cala prawde Pan napisal jak to funkcjonuje w naszej gastrononi, brawa . Z tego co wiem ,sanepid zabrania kosci na kuchni, ale wyjatek to porcje rosolowe, za ktore placi sie w kraju , w uk jest to odpad i rzeznik daje tzw porcje rosolowe za darmo, wyjatek to czyste kosci cielece ,ktore sprowadzaja z holandi. Sanepid Niezabrania sprzedazy 25 letniego miesa zakonserwowanego w Szwecji, pozniej Pani Tereska Faszeruje swoje pierogi , inny uzywa do bolonskiego, br…o co tu chodzi ? To jest tradycja ?
dużo uśmiechu życzę :)
http://www.youtube.com/watch?v=tT40t0G6UsA&feature=player_embedded
nie moge sie z panem do konca zgodzic pracuje w ,,renomowanej,, knajpie to prawda jest u nas od 6 do 13 kucharzy na zmianie nie liczac commi ale czy to problem? mamy od 250 do 500 nakryc dziennie do tego dochodza prywatne przyjecia roboty jest full robie tygodniowo po 60-70 godzin tak sie tutaj pracuje i tak jak w polsce brakuje ludzi do pracy wiec raz stoje na miesach innym razem na rybach itd rozwijam sie zawodowo i nie nazwal bym tego latwym zyciem ale ja to poprostu lubie robic lubie siedziec tye godzin w robocie w innych krajach jest podobnie pracowalem w grecji i francji i bylo dokladnie tak samo tyle ze we francji mozna bylo pic wino do staff foodu :-) a w polsce? ile jest takich knajp jak ancora? 10? 15? wiekszosc to pic na wode dostawy z farutexu… ziola suszona bo swieze za drogie itp ten kto chce sie uczyc i nie boji sie ciezkiej pracy ma wieksze szanse za granica niz w ojczyznie tylko trzeba spedzic nie 2-3 lata tylko 5-10 szwedajac sie po roznych knajpach i najlepiej roznych krajach cdn
i nie oszukujmy sie po co komu polski gastronomik? ja zadnej szkoly (gastronomicznej) nie konczylem ale mialem okazje pracowac z praktykantami jest chlopaczyna badz dziewcze w 2 klasie zawodowki ma przyniesc cukinie a wraca z porem a po 3 latach napierdziela salatki miesa i desery a wszystko na jednej desce do krojenia :D i nie maja problemu z uwierzeniem ze cielecina to specjalna rasa bydla chodowana pod opolem oczywiscie sa wyjatki pozdrawiam
Witam, widzę że znowu wsadziłem kij w mrowisko. Cieszę się, że rogorzała taka dyskusja, jenak przypominam, że w artykułach odnoszę sie do moich osobistych, subiektywnych odczuc i obserwacji. Wyciagam z tego wnioski i opisuję poddajac pod dyskusję. A już na pewno nie są to personalne oceny jakiejkolwiek osoby. Nie znamy się osobiście, nigdy razem nie pracowaliśmy, więc nie odbierajcie tego personalnie. Na pewno np. na wyspach pracuje wielu świetnych i ambitnych kucharzy, lecz ja opisuję sytuacje które przytrafiły mi się w Krakowie i staram się to zrozumiec, dzielac się z Wami wrażeniami.
Pozdrawiam Wszystkich Adam
Dziekuje za pana ostatni wpis Panie Adamie.
Wielki szacunek do pana osoby
Teresa
Odeszlismy troche od tematu , niech napisza na blogu ci ktorzy wrocili, ci ktorzy znalezli swoje miejsce w kraju i ci ktorzy ciagle szukaja , lub ci ktorzy mysla o powrocie, ich oczekiwania , obawy . ale tez polscy pracodawcy czego oczekuja od powracajacych. Ale tez ci ktorzy ponownie sa w uk, dlaczego tak sie dzieje. easy. pozdrawiam
POLSKA KUCHNIA TO SA JAJA !!!! JAKIEA 10 LAT ZA MURZYNAMI !!!POZDRO!!!!
WIEM O CZYM MOWIE!!!!!!
A ANCORA TO SCIEMA!!!!!
dziwne bo ocisza?
No właśnie.
3yzby to koniec pogawedek? comone gays , no dalej polsko. odezwijcie sie
Przeczytalem artykul i zgadzam sie z panem w 99% procentach chociarz sam szkole sie poza granicami, jedno z czym sie nie zgadzam to to ze 3 rozetki rownaja sie z gwiazdka michelin , to milowy skok od gwiazdki .
i jeszcze chcialbym dodac ze mnie tez irytuje powstawanie w polsce coraz wiekszej ilosci kebbabow sushibarow itp , a ja bym chcial usiasc i zjesc nasze pierogi:)
No i zaczęło się to co nieuchronne w takich sytuacjach. Pyskóweczka. To takie nasze, skarb narodowy.
ja uwazam ze nalezy podrozowac zbierac doswidczenie i pozniej zwozic je do polski abysmyy wszyscy wspolnie wzniesli polska kuchnie na szczyt bo mamy czym sie pochwalic , ale mysle ze to nie tylko o kucharzy chodzi ale takze o cala otoczke wokol kuchni poczawszy od dostawcow , regionalnych producentow ,wlascicieli firm a takze od potencjlanych klientow aby oni wybierali nasza kuchnie:)
mala ta pyskoweczka pozatym to przeciesz jedna z ulubionych rozrywek kucharzy :-) i poraz kolejny sie nie zgodze z autorem bloga to nie jest skarb narodowy tylko sport miedzynarodowy pozdrawiam
TAAA, Mistrzowie ostatniego słowa to taki lepszy gatunek człowieka (-:
Panie Adamie
Jest pan nekwestionowanym mistrzem cietego jezyka a pana wpisy na tym blogu az kipia od sarkazmu i daleko posunietej ironii.Nazywanie tego teraz “pyskoweczka “jest mowiac oglednie bardzo nie smaczne.
Apeluje do pana jako do nestora takiego stylu komunikacji o odrobine wyrozumialosci dla mldych adeptow tej jakze trudnej sztuki , a jezeli juz krytyka to bardzjej konstruktywna a nie blokowa “pyskoweczka”Bo od pana jako od mistrza ironii wymaga sie duzo, duzo wiecej.
Serdecznie pozdrawiam “mistrzyni ostatniego slowa” Teresa
Zacytowalem slowa Marco Perre, i wiem zmojego doswiadczenia, i z rozmowy z szefami ze tak jest, a co do skoku milionowego to gastronomia w polsce tak wyglada. Bez emocji
Z tego co sie orientuje to z rozetki i gwiazdki nie koniecznie z siebie wynikaja z tymi gwiazdkami to bywa roznie i gonienie za gwiazdka to glupota z 2 strony jakas gwiazdeczka w polsce by sie przydala troche wstyd ze czesi maja a my nie :-) MarcinCzubak- popieram!
le-gavroche w londynie , 3 rossetki i 2 michelliny. milionowy skok? . glupota z pasja chyba razem nie idzie, to jest prestige dla szefa , restauracji , i szacunek dla calej zalogi pracujacej w tym miejscu. U nas jak mi sie wydaje szefowie niemaja odwagi robic czegos na takim poziomie, jesli ktos mi napisze ze ludzie sa za biedni w polsce na takie restauracje to odpowiem krotko : dla kogo sa otwierane salony porshe , lub ferrari, sklepy swardovskiego? 5 cio * hotele? Niewierze ze tacy ludzie jedza w przypadkowo napotkanych “restauracyjkach”.Ale wrocmy do tematu CV. niema problemu z tym w kraju?
Lechu, patrzysz na to z perspektywy wysp, a ja krakowskiej. Kilka lat temu robiłem za tłumacza podzas wywiadu Kurta dla jakiejś gazety. On zapytany czy chciałby mieć gwiazdkę odpowiedział, że nie, bo go na to nie stać, bo do osiągnięcia takiego poziomu nie wystarczy mieć wspaniałych, zdolnych i ambitnych kucharzy i kelnerów, ale także dużo większe niż normalnie w Polsce zaplecze i kilkunastu pracowników na zmianie. Sam pracujesz na wyspach więc zobacz topowe restauracje – jakiej wielkości są kuchnie i ilu zatrudniają pracowników w przeliczeniu na jedno miejsce konsumenckie. Chcąc się w coś takiego bawić trzeba mieć ogromne zabezpieczenie finansowe, na co przy dużym ryzyku takiego przedsięwzięcia decyduje się niewielu (patrz św pamięci J. Wejchert). Większość tych którzy próbują niestety nie wytrzymuje ciśnienia, znają po prostu lepsze i bezpieczniejsze sposoby na pomnażanie swojej kasy. Porsche jeździ coraz więcej ,ale niestety wg zasady że trzeba się pokazać, a do knajpy to lepiej na pizzę (nie żartuję, tutaj w Krakowie znam takich co najmniej kilku). Dla przykładu powiem Ci, że robiąc zestaiwenia średnich czeków gości indywidulnych i grup wychodzi mi, że gość indywidualny zostawia ok 60% tego co grupa bussinesowa, a firmy i tak ostatnio tną koszty jak diabli. To rzutuje na możliwości restauracji w zatrudnianiu, wysokości płac, jakości używanych produktów i na koniec, cenie finalnej dania, która ponad pewien poziom i tak wyskoczyć nie może. To chyba ty pisałeś wcześniej o kulturze i świadomości kulinarnej gości, więc jest ona taka, że nie ma spejalnie odbiorcy na gotowanie takie jak Twoje i Twoich kolegów z wysp i może dla tego nie mogłeś znaleźć w Polsce roboty. Wszyscy czekają na zmiany, ale to na pewno jeszcze potrwa. Pozdrawiam i wytrwałości życzę.
ta chwala szefowi i jego zalodze wszyscy do boju bo gwiady czekaja ;-) a tak naprwde to chodzi o kase Pan Adam ma racje tu chodzi o kase Moj szef zdobywal gwiazdki a potem je tracil ale jakos nad tym nie ubolewal jst gwiazdka ok nie ma tez ok byle jedzenie bylo dobre wielu kucharzy ma taka mentalnosc a le gavroche to pokoleniowa restauracja gwiazdki tam musza swiecic o juz taka ich rodzinna tradycja ;-p
Co nie dobije to wzmocni. Widzialem jedniego tzw. mistrza na gastronie , na filmie ,zaraz sprawdze moze jeszcze jest.Jest Mariusz Malinowski . Losos na tragiatelle ze szpinakiem , polecam , ja zostawie jego prezentacje bez komentarza , ale zapytam kto mu dal tytul mistrza? Bylem na polagrze , szefowie gotowali w konkursie , pan z mikrofonem zarytal sie jednego uczestnika jak co znaczy stopien wypieczenia blue , ten bez zastanowienia odpowiedzial 15 min w piekarniku . wyszedlem .Kto ich uczy takiej pornografi kulinarnej?W polsce kucharze niemaja doswiadczenia bo ucza ich tzw .odgrzewane kotlety. Do Kurta mam duzy szacunek , poznalem , znam i niezapomne, wie co robi , niezastanawia sie dlugo , i ma duza wiedze ,czego brakuje rodzimym kucharza, z wyjatkiem Karola Okrasy.
blue 15 minut? GRUBO! losos na tagiatele ze szpinakiem? wyswiechtane Karol Okrasa? szacun! pozdrawiam :-) mistrza to za kase mozna dostac a polska spolecznosc szefow kuchni ”topowych” to uklad i klika niech no tylko pis do wladzy dojdzie to i z nimi sie rozprawi ;-)
Mozna zrobic gwiade na normalnej kuchni…Tylko cena jest taka ze 7dni jesttes od rana do nocy w kuchni i zero zycia osobistego…
Mozna tak jak Amaro..
.Co do Amaro..idzie na latwizne…tam jest swiat ulkadow i znajomosci we francjii….i wszsytko z francjii….sciagane..smutne…polska kuchnia …
Gwiazde mozna kupic…..Sumienie nalezy do szefa..
Amaro….tak do konca ma gdfzies polakow wracajacych..ma u siebie tych ktorzy na niego robia…a i sa tacy ktorym nie chcial pomoc…Polska solidarnosc….
olive
Kurt
Hm…ma zakazy w paru krajach za nielkegalne interesy….Bristol wyssal do nacka handlujac kawiorem i produktami w tirowych ilosciach..lata 90…
A tera kroi Unie…Siedzi tu bo w innych kraiach niedopuscili by go do warzywniaka…Smieje sie z polskich chefow ze sa tepi..i uwazaja go za mistrza….i nie chce dopuscic by inni rozwijali sie bo stana sie lepsi…Gdzi tu sens posiadania szkoly kulinarnej…
Polsko CO Z toba!!!!!!
ludzie obudzcie sie!!!!
Olive
Miałem już odpowiedziec na powyższe dwa wpisy, ale doszedłem do wniosku, że jakiekolwiek ustosunkowanie się do nich byłoby formą podjęcia z p. Olive dialogu, a to nie ma najmniejszego sensu.
Jak tak dalej bedziemy pisac to niebawem komisje sledcza powolaja :-) a ze gwiadze mozna kupic to fakt dlatego nie ma sie co na palac na te miszeliny :-)
( do pana Lecha)Dalej uwazam ze to milowy skok poniewaz na wyspach to wszystko polityka np Andrew Fairlie (GleanEagles) 2 gwiazdki michelin a ma tylko 3 rozetki a dlatego poniewaz po otrzymaniu drugiej gwiazdki panowie z AA od kilku lat postanowili do niego nie wpadac mimo iz ich zapraszal;)
Gordon Ramsay ”People say three-star cooking is safe, but it isn’t. It’s the most dangerous thing I know ”
Marcinie , nielogiczne co napisales z tym skokiem , zaprzeczyles samemu sobie, Ramsay tak powiedzial bo trudno jest zdobyc 3michalki ,a latwiej stracic gwiazdke 3yli trudno utrzymac je. jest tak?
“tereske”, “olive” i wszystkich innych, którzy bez podpisania się własnym imieniem i nazwiskiem zamierzają szkalować tu kogokolwiek informuję, że wpisy te – podpadające notabene pod paragraf – będą usuwane.
Admin
Szanowny pane Adamie i panie administratorze tez.
Pomimo zgola odmiennej opini na temat Polskiego swiatka kulinariow i gastronomii bardzo pana szanuje za nowatorska (w skali Polski)filozofie prowadzenia restauracji opierajaca sie na promowaniu regionalnych produktow i polskiej kuchni.
Dlatego tez pozwole sobie zlozyc panu najserdeczniejsze zyczenia zdrowych i spokojnych swiat.A w nowym roku no coz zycze spelnienia mazen ,realizacji wszystkich wyznaczonych celow i…
Mam nadzieje ze jeszcze nie raz podyskutujemy na tym blogu,ja w nowym roku powstrzymam sie od ostrego jezyka a skupie sie na meritum a pan mam nadzieje obejzy film p.t “ucieczka z kina wolnosc” i wyciagnie wnioski na nowy rok.
Jeszcze raz najserdeczniejsze zyczenia TERESA KOWALCZYK
happy xmas panowie
Bylam ostatnio w Krakowie i chcialam zjesc kolacje w fajnej resta. Dlugo szukalismy dobrego miejsca z odpowiednia cena.Zawodowo zajmuje sie winem a jesli juz jem to zawsze dodaje do tego przyjemne wino.Moje najlepsze miasto w Krakowie zawiodlo mnie……oczywiscie trafilismy do fajnej rest.(mialam nie pisac gdzie ale co mi Wesele ) i powiedzmy ze moje oczekiwanie spelnilo sie …jedyne co mnie zalamalo to obsluga….zgodze sie ze w lokalu podstawa jest dobre jedzenie ale…..serwis tez jest wazny….Bardzo zaluje ze nie wpadla mi w rece ta strona …a znalazlam ja dzieki moim kolegom z magazynu Wino ….Panie Adamie za sam pomysl strony internetowej wielki plus ale czytajac artykuly na pana temat chce sie wiecej ….Tym razem nie wyobrazam sobie byc w Krakowie i do Pana nie wstapic……Pozdrawiam i zycze Powodzenia ….