Prawdy i mity diety śródziemnomorskiej

O tzw. diecie śródziemnomorskiej mówi się dużo i dobrze: że najzdrowsza na świecie, że ludzie ją stosujący (czyli mieszkańcy Basenu Śródziemnomorskiego) są wiecznie piękni, młodzi i zdrowi, a w dodatku długo żyją. Mój urlopowy wyjazd na Kretę był ukoronowaniem obserwacji, które poczyniłem już podczas wcześniejszych podróży w te regiony – do Hiszpanii, Grecji czy Włoch.
Co rzuciło mi się w oczy podczas poprzednich oraz tego wyjazdu: mieszkańcy wysp, ludzie żyjący nad morzem, jak ognia unikają ryb. Owoce morza, odnoszę wrażenie, są atrakcją, cieszącą głównie przyjezdnych i turystów. Na talerzach tubylców króluje mięso, ogromna ilość frytek, fastfoodowe pieczywo – bagetas w Anduluzji, kebab pita w Grecji. Stąd ogromne ilości otyłych ludzi, głównie młodych i dzieci; na ulicy ciężko znaleźć osobę o normalnej sylwetce.
Być może wynika to z faktu, że kraje te stosunkowo niedawno wyszły z biedy i odreagowują wieloletnie zaległości – rzucając się na rzeczy, które do tej pory były jedzeniem odświętnym, jak np. mięso. Jednak z przerażeniem oglądałem hiszpańskie dziewczyny, przypominające raczej Wenus z Milo niż Afrodyty, poruszające się po ulicach z nieodłączną bagietką w ręku i bezustannie coś przegryzające.
Jeden z moich czytelników przy okazji ostatniego tekstu napisał mi, że mylę się twierdząc, że restauracje lepszej klasy z centrów miast wypierają gorsze. Nie chciałbym się mylić, ale obawiam się, że rzeczywiście mój rozmówca może mieć rację. Nie mówię tu tylko o Krakowie – podczas urlopu, poszukując restauracji z naprawdę dobrym, prawdziwie kreteńskim jedzeniem, świeżymi rybami czy owocami morza, lądowałem ostatecznie w odległych dzielnicach. Podobne sytuacje przeżyłem w ubiegłym roku, także w Grecji – żeby zjeść autentyczne jedzenie, jakiego szukałem, musiałem odwiedzać daleko położone wsie, wręcz zapadłe dziury. Przy portach, na wybrzeżu i w najczęściej odwiedzanych przez turystów – a przy okazji najpiękniejszych – miejscach króluje fastfood. Oczywiście także w greckim stylu, ale przemieszany z pizzą, spaghetti, stekami, frytkami, hamburgerami i setką innych dań, zadowalających masowego turystę. Czy to jest kierunek, w jakim zmierza kuchnia śródziemnomorska?
Reprodukcja: travel.webshots.com
Publikacja: 07.10.2009Kategorie: Informacje, O Ancorze napisali, Podróże kulinarneKomentarzy (2)


Adamie
ten trynd, niestety jest powszechny
zjawisko to nazwałbym homogenizacją
zarówno smaku jak i oferty
brakuje smakoszy, a turystom wystarczą same hasła
jedzą reklamą i marketingiem
to że istnieją lokale dobre, wynika z prawa liczb wielkich
że na marginsie wielkich zjawisk te kilka dobrych lokali stale ileś będzie
margines nie brzmi w tym przypadku deprecjonująco
..raczej nobilitująco (może to nisza!?)
że zawsze takie (choć w mniejszości) istanieć będą
zauważają je media i wytrawni smakosze
cała reszta się uśrednia
ambicja grona zapaleńców (właścicieli, szefów kuchni..)
pozwala mieć nadzieję, że choć marginalnie
to jednak zawsze coś wyjątkowego się pojawi i trwać będzie
choćby i na marginesie gastronomii i miast
a że są wypierane? no cóż, kasa to jedyne esperanto
w którym dogadają się prawie wszyscy
“Homogenizacja” oferty kulinarnej – cudne określenie. Dzięki Adam