Urodziny
Podobno czterdzieste urodziny wymagają, żeby sobie samemu zrobić najpiękniejszy prezent. Jeśli tak, to z tego zadania wywiązałem się bezbłędnie. Otwarcie Ancory – to raz. Rekomendacja przewodnika Michelin, zdobyta zaledwie kilka miesięcy po uruchomieniu restauracji (historię, związaną z wizytą inspektora opiszę na blogu już wkrótce) – to dwa. No i same urodziny, moje i mojego wspólnika Roberta – kolejny podarunek ode mnie dla samego siebie.
Nie planowaliśmy wielkiej imprezy. Miało być kameralnie, przytulnie, smacznie i w dobrym towarzystwie. Ale w miarę planowania kolejnych dań i win założenia zmieniły się diametralnie. Dobre towarzystwo zostało (choć jego liczba zdążyła się w międzyczasie zwielokrotnić), a smaki… Szukałem czegoś, co będzie pasowało do tego wydarzenia. Dwóch facetów spod znaku Bliźniąt, filozofów i smakoszy w tym samym wieku – co mogło nas uszczęśliwić? Czterdzieści butelek Muchy, pomyśleliśmy. Wypitych w gronie osób, dla których tak przyjemnie jest gotować i dobierać wina.
Dziękujemy Wam, drodzy Goście. Za życzenia, prezenty i Waszą wizytę. Spotkajmy się znowu, jak najszybciej.
Publikacja: 02.06.2008Kategorie: WydarzeniaKomentarzy (0)



Dodaj komentarz: